• Wpisów:584
  • Średnio co: 3 dni
  • Ostatni wpis:4 lata temu, 16:52
  • Licznik odwiedzin:30 768 / 2148 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Rozdział 11 "Świat biegnie do przodu,śmiało skreśla nas "
Czy przeżyłem ?
Tak.
To tak łatwo jest teraz powiedzieć...
Owszem przeżyłem,ale do dziś już nie odkryję dzięki komu.Może dzięki sobie ? Może dzięki Elerze ? Dzięki Bogu ?
Tak. Teraz już wiem,że Bóg istnieje.
Ale co tak naprawdę się wtedy stało na moście tego pamiętnego dnia ?
Poczułem nagłe ciepło,choć Elera stała dobre 20 metrów ode mnie.Pamiętam jak zacząłem na nią krzyczeć,dlaczego mnie nie uratuje.Odpowiedziała mi wtedy że "To mój własny wybór.Skoro chcę zniszczyć najcudowniejszy prezent,dar od Boga - życie"
Byłem wkurzony,że znów mi o Nim gadała.Ale podeszła do mnie i śmiało wyciągnęła dłoń.
-Zaryzykujesz nowe życie ? Ze mną ?
Chwyciłem jej dłoń i już po chwili stałem w jej mocnym objęciu.
-Nawet nie wiesz jak się bałam.-szeptała.Po jej policzkach płynęły łzy.Łzy szczęścia.

Od tamtej pory zacząłem zupełnie inne życie.Nauczyłem się żyć z wiatrem i pod wiatr,wziąłem za zadanie by sprzeciwić się losowi i zrobić coś innego.Czy sie udało ?
Postanowiłem wraz z Elerą uciec z tego miejsca.Na zawsze.Zniknąć...Żyliśmy na własną odpowiedzialność.Jak dwójka przyjaciół.Zacząłem rozumieć,co takiego jest w tej dziewczynie,że aż tak mnie intryguje.Była nieziemska w swojej osobowości i charakterze.Jej pogląd na świat,chęć do pokazania mi innego życia,była i nadal jest pełna podziwu.
Mieszkam we Wrocławiu,gdzie czuję że nie brakuje mi niczego.Nadal marzę by zamieszkać w domku na polanie,by móc codziennie mieć bezpośredni kontakt z naturą i niebem.By móc dziękować Bogu.
Mam kochającą rodzinę.Czego mi brakuje do szczęścia ?

Elera zginęła podczas niefortunnego skoku na bungee, pięć lat po tym jak uciekliśmy z domu dziecka.Zawsze o tym marzyła.Była wspaniałą dziewczyną,najlepszą przyjaciółką i człowiekiem,który nie zasłużył na tak młodą śmierć.Jednak ludzie odchodzą,a my nic na to nie poradzimy...
Spełniła swoje marzenie,a ja wierzę że teraz jest gdzieś w górze z Bogiem.
Nie zapomnę nigdy jej starań jakie włożyła w to by mnie zmienić,bym mógł poczuć smak szczęścia !

Lunę spotkałem miesiąc temu na ulicy.Umówiliśmy się na kawę,wszystko sobie wytłumaczyliśmy.Okazało się iż Elera była jej starszą siostrą.Nie spodziewałem się tego,ale życie płata różnorakie figle.
Luna to imię pochodzące od nazwy greckiej lub hiszpańskiej 'księżyc', natomiast Sol od 'słońca'. Sol to prawdziwe imię Elery.
Nigdy więcej nie spotkałem dziewczyny nigdzie...

Matki jak i ojca nigdy nie odnalazłem,choć może nie za bardzo nawet chciałem.Nie czułem większej potrzeby, ani takiego sensu.
Rodzeństwo, również zaginęło.

Mam kochającą rodzinę z bliźniaczkami - Elerą i Luną.Chyba nie muszę tłumaczyć skąd pomysł na te imiona... Kiedyś im to opowiem,ale sądzę że to będzie inna historia....

*Przeczytałeś ? Zostaw po sobie ślad !*
__________________________________________
Hej
Przepraszam,że tak nagle to zakończyłam,ale powody techniczne nie zostawiały mi nic innego jak właśnie koniec.
*UWAGA !*
Przenoszę bloga na http://panttera.pinger.pl/ . Ten blog zostanie zawieszony już jutro, z problemów technicznych. Wszystko wróci do normy na nowym blogu, dodam was ponownie do obserwatorów, pojawi się nowe i o wiele ciekawsze opowiadanie. Więcej informacji w ostatnim wpisie tam !
Jeszcze raz przepraszam za tak nagłe zakończenie 'Domino' ale naprawdę powody techniczne mi nie pozwalały...-.- Wybaczcie
  • awatar JusTinax33: Hej, tak długo mnie nie było tutaj ;* świetny post.. Pamiętasz mnie może jeszcze z blogsa CytrynQax33 ? terazprowadzę ten blog ;* pozdrawiam 7.7
  • awatar slavkox: Zapraszam serdecznie na mojego bloga :)
  • awatar haters gonna hate.♥: Mega *O*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (13) ›
 

 
Dedyk dla :http://wiewiorka.susel.pinger.pl/
Wszystkiego Najlepszego kochana po raz enty <3 Susełkuuuu Dzięki że jesteś <3
Nasze NRD <mwahahah>
_____________________________________
Życie jest na prawdę takie cholernie popieprzone,czy to tylko moje indywidualne odczucia ? ( !!! )
Nie mam pojęcia już jak dalej żyć,co robić...
Czuję się gorzej niż załamany tym wszystkim.Otaczająca mnie sytuacja jest jak kula trzymająca mnie w środku.Nie moge uciec.
Boję się.
Po prostu się boję.
Nie wiem co się dzieje...
Chcę odejść,zniknąć...

-Zostajesz zawieszony na okres miesiąca.To tyle.Do zobaczenia.-okrągła babka,czterdziestoletnia,z wyglądem sprzątaczki (ale mimo wszystko jest dyrektorką ośrodka) wstaje,czekając aż wyjdę.
Wyklinam ją w duchu,wstaję,ciężko na nią spoglądam,ignoruję wysuniętą w moim kierunku dłoń i odwracając się o 180 stopni, wychodzę z gabinetu.
Młoda sekretarka,żegna mnie sztucznym uśmiechem,spoglądając na mnie z dołu,zza blatu.Ja również żegnam ją sztucznym uśmiechem i wychodzę na korytarz na trzecim piętrze.
Panujące tu zasady są całkowicie niedorzeczne.Jakiś absurd.

Wchodzę do pokoju,siadając na łóżku.Świat wiruje mi przed oczami.
-Co jest ?
Spoglądam na dziewczynę.Jej długi brązowy warkocz,swoim zwyczajem opada na jej prawym ramieniu,przysłaniając delikatnie napisy na obcisłej koszuli.Siedzi po turecku,bacznie mi się przyglądając.
-Co ma być ?
Patrzy na mnie nadal,tym samym wzrokiem,jakby chciała mi powiedzieć bez słów,jakąś zaszyfrowaną wiadomość.
-Pieprzone życie...! -parskam ironicznym śmiechem,opierając czoło na dłoni,lewej ręki.
-Nie mów tak...Wszystko ma jakiś sens.
-Czyżby ?
Kiwa głową.
-Zaufaj Bogu.On wie co robi.
-Bóg ? Nie ma Boga...
-Słucham ?
-Bóg nie istnieje.Nie tu.Nie w moim życiu.
-Trzeba spróbować go odnaleźć..
-Z pewnością...-odpowiadam sarkastycznie,siląc się na sztuczny do granic możliwości uśmiech.
-Dominik to nie tak.
Patrzę na nią lekko zdziwiony.Pierwszy raz zwróciła się do mnie po imieniu.W jej słowach,moje imię zabrzmiało jak drogocenny klejnot..Pierwszy raz w życiu...
-To jak ?!
Zrywam się na nogi.
-Nie ma Boga ! Bóg nie istnieje ! Rozumiesz kurwa,On nie istnieje ! Przestań mi pieprzyć te monologi.Jakby Bóg był,to nie pozwoliłby na moje cierpienie,na to żebym został sam,żeby wszystko traciło sens,żebym ja tracił sens...życia....! Moje życie nigdy nie miało sensu ! I nie będzie miało.Bo to koniec.Rozumiesz ? Koniec...Pozdrów Boga kiedyś ode mnie, możne cię usłucha !-mówię coraz bardziej wściekły.
Nie patrzę już w oczy Elery,po prostu wybiegam z pokoju i szybkim krokiem idę w kierunku holu.Sięgam ręką do kieszeni po czerwoną zapalniczkę.Podpalam fajkę,nie zważając czy inni to widzą czy nie.To nie ma już znaczenia.W końcu to już koniec.
Pcham drzwi, wyjścia głównego,słysząc ostatnie słowa z głośników na korytarzu:
-Dominik Sienkiewicz do gabinetu ! Natychmiast !
Zatrzaskuję drzwi i biegnę przed siebie.Zatrzymuję się na mostku,nad ulicą.Spoglądam w dół.Na mojej twarzy pojawia się uśmiech szczęścia.Zamykam oczy.Wreszcie będą mógł zniknąć.Zapomnieć.Odejść.
Puszczam się delikatnie poręczy,oddzielającej most od ulicy.Czuję zimny powiew wiatru.Wciągam resztkami sił powietrze do płuc.Ciepło.Otula mnie ciepło.Otwieram gwałtownie oczy.

*Przeczytałeś ? Zostaw po sobie ślad !*
Starałam się jakoś to napisać,bo wiem że obiecałam na dziś ten rozdział.Cociaż już nie miałam ochoty go pisać,bo życie mi się wali beznadziejnie.Dosłownie jak w opowiadaniu...Jakiś koszmar..Rodzina,przyjaciele...wszystko zanika.Yhr !
No cóż.Wiem że jutro będzie lepiej ! Musi być ! <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Rozdział 9 "Umieraj stąd...bierz co Twoje i won ! "
Coraz bardziej uświadamiam sobie fakt że moje życie od momentu kiedy stałem się pełnym mieszkańcem domu dziecka,zrobiło się monotonne i nudne.Bez większej akcji.Brakuje mi...adrenaliny.
Czuję jak się zmieniłem i jak nadal to robię.Zacząłem palić i stałem się bardziej pewny siebie.Chodź straciłem już nadzieję że kiedyś cokolwiek się zmieni.
Siedzę wpatrzony w okno, swojego pokoju.Znów myślę o matce,Rafale i ojcu...Rzeczywiście byłoby lepiej gdyby nie żyli.Nie musiałbym ciągle się o nich martwić.Cholerne życie.
Odwracam wzrok od okna,spoglądając teraz uważnie na Elerę.Jest w niej coś intrygującego, co sprawia że pragnę ją poznać na wylot.
Szybko jednak rozganiam te myśli,zatracając się w kilku łykach alkoholu.
-Dlaczego pijesz ?-wyrywa mnie jej głos.
-A dlaczego ludzie piją ?
-Bo sobie nie radzą bądź chcą zaimponować znajomym.
Spoglądam na nią wzrokiem z typu "To po co się głupio pytasz ?".Ona szybko wyłapuje moje spojrzenie i mówi dalej.
-Ale to kompletny bezsens.
-Co ?-pytam,chodź wcale mnie nie interesuje jej zdanie na ten temat.
-Zatracanie się bez granic w używkach,pozwolenie na to by płyn z procentami opanował Twoje ciało..To bez sensu kiedy robisz coś,co doskonale świadczy o tym jak bardzo sobie nie radzisz,kiedy jesteś jeszcze na tyle silny by móc walczyć.Walczyć do końca !-ostatnie dwa zdania mocno akcentuje,wbijając we mnie swoje spojrzenie.Pomimo iż przed chwilą kompletnie nie miałem zamiaru słuchać jej słów,teraz obserwuję ją z podziwem i czymś na pozór szacunku.
Udaję obojętność.
-Skąd możesz to wiedzieć ? Nigdy nie miałaś takiego życia jak ja,nigdy nie sięgałaś po używki wyższego stopnia,nigdy...
-Nigdy ?-przerywa mi.
Patrzę na nią z ironią.
-Jesteśmy oboje gdzieś,gdzie trafiają osoby bez dalszego losu życia.Nie wiesz nic jakie miałam życie.Ale to nic...W końcu nie musisz wiedzieć.
-Pieprzona logika.-wyduszam z siebie i od razu żałuję że to powiedziałem.Dziewczyna spogląda na mnie takim wzrokiem,że nawet nie musi podchodzić i mnie uderzać.Nie musi mówić na mnie najgorszych rzeczy świata.Jej spojrzenie mi wystarcza.Spojrzenie któro boli bardziej niż odrzucenie,czy zdrada.Spojrzenie jak ogień na ciele.Spojrzenie mówiące jednocześnie że rozmowa zakończona.
Wychodzę na dwór,by poczuć po raz pierwszy od dłuższego czasu powiew zimna i zapach zamarzniętej ziemi.Spoglądam w niebo.Przez chwilę zapominam o świecie.Marzę by stanąć obok Boga i powiedzieć mu co o nim myślę,powiedzieć jak bardzo mnie zranił sprowadzając na ziemię i pozwalając na tyle nieszczęść.
Wracam do pokoju, zderzając się w drzwiach z Luną,co sprawia że resztę wieczoru spędzam ponownie na myśleniu.

*Przeczytałeś ? Zostaw po sobie ślad !*
___________________________________________
Czeeść.
Dziś krótki wpis,dla wszystkich którzy chcieli od dłuższego czasu trochę krótsze...
W kolejnym rozdziale będą emocje i zwrot akcji,jakiej chyba nikt z was się nie spodziewa.
I jeszcze tak na przyszłość dla Was : *To jest chłopak,który jak każdy facet zmienia dziewczyny i zarywa do wszystkich,więc nie zdziwcie się jeśli będzie z jedną się całował a z drugą umawiał.To się jeszcze zmieni w jego charakterze,ale musicie poczekać* No..to chyba tyle
  • awatar Valar Morghulis.: boski ;* wpadnij do mnie na nowy rozdział ^^
  • awatar муѕzкα ♥: Meega <3
  • awatar Gość: Kurde super ! To zdjęcie też i ten rozdział ale trochę krótki wolałabym dłuższy :c No ale trudno czekam czekam na następny byle szybko Kurde nie mogę się doczekać :d
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (10) ›
 

 
Rozdział 8 "A ja nie mieszczę łez,zagryzam wargi... "
*Błagam przeczytajcie ten rozdział,jest bardzo ważny*
Pisałam go na pełnym spontanie,po spacerze na świeżym powietrzu,po przemyśleniu kilku spraw.Myślę że wyszedł lepiej niż pozostałe...
No ale sami ocenicie.Starałam się wkręcić akcję i więcej dialogów.Nie wiem jak wyszło. ( ? )
__________________________________________

Młoda dziewczyna na oko dwudziestoparoletnia,uważnie się na mnie spogląda.Na jej twarzy widnieje ledwo zauważalny uśmiech i nieco zdziwienia,mieszanego ze skrępowaniem.
-To nierealne marzenie.-słyszę jej niepewny głos.Wzbudza pożądanie,swoim wyglądem i ciałem.I mimo iż jest ode mnie starsza czuję że jestem nią oczarowany.Niska ciemnooka szatynka, o ciemnej karnacji.Zupełnie nie pasuję do roli psychologa.
W odpowiedzi na jej pytanie "Co jest moim marzeniem",usłyszała "Ty".Krótkie,pełne szczerości 'Ty'.
-Wszystko jest realne.-Mówię,choć wiem,że tak nie jest.
-Ale nie to.-odpowiada ze śmiechem,przepełnionym nutą kpiny.
-Bo co ? Bo jesteś starsza,a ja...
-To nie tak...-Przerywa mi,nadal się uśmiechając.-To jest jak...-jej wzrok wędruje ku oknie-Jak zima i lato,jak niebo i ziemia,jak ciepło i zimno,jak zupełnie inna metamorfoza.-znów spogląda na mnie-Jesteś z innego świata.
-To stańmy się jednym.-mówię nadal poważnie.
Chwilę na mnie patrzy,jakby ze współczuciem czy żalem,ale po chwili jestem już pewny że tak nie jest.
-Za wysoka liga kochanie.
Przybliża swoją twarz ku mojej,delikatnie ją dotykając,swoją gładką dłonią.Wpatruję się w jej oczy,cudem powstrzymując się od dotknięcia jej bladych,małych ust swoimi.
Odsuwa się ode mnie,wstając i kierując się do drzwi.Jestem zbyt rozkupiony by móc wypowiedzieć jakiekolwiek słowo,czy wykonać jakikolwiek ruch.
Sięgając do klamki,odwraca się do mnie i mówi ostatnie na dziś już swoje słowa:
-Jesteś rozkoszny.
Siedzę na zimnych,wąskich schodkach,prowadzących do zamkniętych drzwi na strych.
Wykonuję tę samą czynność,co wczoraj.Papieros - czerwona zapalniczka.Rozkoszuję się chwilą spokoju,wdychając ciężki dym do płuc.Czekam na Lunę,z którą się tu umówiłem w niewiadomym dla nas celu.
Zjawia się chwilę po czasie.
Wita mnie rozkosznym pocałunkiem,choć znamy się ledwo od paru godzin.Daje mi tym do zrozumienia,że oczekuje ode mnie czegoś więcej,niż tylko zwykłej rozmowy i wypalonej fajki.
-Co wiesz o Elerze ?-mówię po parunastu minutach rozmowy.
-Po co Ci informacje o takiej jak ona ?
Podpala kolejnego papierosa,nawet na mnie nie patrząc.Wzruszam ramionami.
-Jest tu od urodzenia.Nie warta uwagi.Sądzi iż wie wszystko,jest przesłodka aż nadto,,spokojna,uporządkowana.Nigdy nie wykracza poza własne zasady,których pilnie się strzeże.Jest perfidnie głupia.Nienawidzę jej krótko mówiąc.
Nie pytam dlaczego i od kiedy,ani skąd to wie.Zapewne ma swoje powody,których nawet nie chciałbym wiedzieć.Trzymam się teorii że jeśli będzie chciała,to sama mi to powie,jeśli uzna to za stosowne.
Nic nie mówię.
Zapada cisza.Ale wręcz przeciwnie niż niezręczna.
Nie wiem kiedy,ale nasze usta się łączą, a rozgrzane ciała, są bliżej siebie, stając się prawie jednością.Nie potrafię określić ile to trwa,ale nie chcę by to się kończyło.

Wracam do pokoju,z zadziornym uśmiechem na twarzy.Zauważam że Elera bacznie mi się przypatruje,ale ignoruję to szybko kładąc się spać z pragnieniem porządnego snu.
W głowie niesie mi się melodia piosenki i słowa "Jaki był ten dzień,co darował co wziął ?"

*Przeczytałeś ? Zostaw po sobie ślad !*
_________________________________________
Nareszcie wiosna,wiosna,wiosna ! <3
Dzięki za wszystkie miłe komentarze od Was,naprawdę wiele dla mnie znaczą.Aj. Jesteście najlepsi !
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

 


-Widzę że nie znasz zasad tu panujących. Domyślam się że jesteś nowy,bo nie znam cię choćby nawet i z widzenia.-Siedzę w dużym gabinecie,który w wyglądzie przypomina mi nieco gabinet dyrektora szkoły.Całe pomieszczenie jest urządzone starannie i dobranie.Jak w każdym gabinecie,ogromne biurko stoi na tle okna -najczęściej wychodzącego na południową stronę świata- tak by 'przesłuchiwana' osoba,siedząca naprzeciwko została oślepiona promieniami słonecznymi.Do tego oczywiście za biurkiem jest skórzany fotel,o ogromnym wyglądzie.Zaś żeby 'wezwana' osoba poczuła się bardziej niemoralnie i gorzej swoja mniejszością,jest usadawiana na malutkim drewnianym krzesełku. Fascynujące !
Tak jest i teraz.
Jasne promienie słoneczne,rażą mnie niemiłosiernie,a nikomu nie śni się nawet by zasłonić to cholerne okno.
-Imię i nazwisko.-spoglądam na babkę za biurkiem.Ma na oko 45 lat i nie wydaje się być zbyt sympatyczną osobą.
-Dominik Perman.
-Od kiedy u nas jesteś ?
-Od wczoraj.-Babka uważnie spogląda w papiery,po czym udawanym wzrokiem spogląda na monitor starego,dużego komputera.
-To wszystko wyjaśnia.Zapoznaj się z tymi arkuszami,w innym wypadku,przeprowadzimy sobie bardzo sympatyczną rozmowę.-Mówi do mnie sarkastycznie,podając kilka kartek A4. -O 17 przyjdzie do Ciebie psycholog.Twój pokój jest na czwartym piętrze.
Wychodzę,zastanawiając się jakim cudem stąd uciec.Mam czarno przed oczami.Nic nie widzę.Moje oczy chwilę sie przyzwyczajają do normalnego światła,a po chwili idę w kierunku wskazanego mi pokoju.Po drodze wyrzucam kartki do kosza na śmieci.
Wchodzę do pokoju oślepiony promieniami słonecznymi -po raz kolejny tego dnia.Siadam na łóżku i dopiero teraz zauważam na przeciwko siebie dziewczynę,również siedzącą na łóżku pod ścianą.Ma brązowe włosy,związane w warkocz sięgający jej do pasa.Jej twarz jest lekko pucułowata.Chwilę mierzymy się wzrokiem,po czym wstaję i mówię:
-To mój pokój.
Odpowiada mi cisza.
-Słyszysz co mówię ?!
-Jak najbardziej.
Robię wzrok przemądrzałego dziecka.
-Ja w nim również mieszkam.Witam.-Dziewczyna wstaje, robiąc krok w moją stronę.Dopiero teraz zauważam że jest całkiem przy kości.Odruchowo się cofam,co wywołuje u niej spontaniczny śmiech.-Jestem Sol,ale wszyscy mówią mi Elera..
Nic nie odpowiadam,odwracając się tylko za siebie i wychodząc.W drzwiach wpadam na jakąś inną dziewczynę,tym razem szczupłą blondynkę.Nie przyglądam jej się długo,ale zdążam zauważyć że ma nieziemskie oczy i uśmiech.Mijam ją z odruchowym uśmiechem na twarzy,kierując się w stronę korytarza.

Po półgodzinnym spacerze po budynku,siadam na ziemnych schodkach,wyciągając z kieszeni papierosa.Chwilę uważnie się na niego patrzę,po czym podpalam czerwoną zapalniczką.Rozkoszuję się chwilą uwolnienia od świata.
-Mogę ogień ?-spoglądam na dziewczynę,siadającą obok mnie na schodkach.Jest to ta sama z którą się zderzyłem w drzwiach.Spostrzegam że z bliska ma jeszcze piękniejsze oczy,bardziej przeszywające.Uderza mnie zapach rumianka,jakim emanuje dziewczyna.
-Jasne.-podpalam jej długiego papierosa.Dziewczyna wypuszcza z ust dym,na chwilę przymykając oczy.
-Luna.
-Co ?-spoglądam na nią zdziwiony.
-Mam na imię Luna.-dziewczyna przewraca teatralnie oczami,okazując znużenie.-A Ty ?
-Dominik.
Chwilę gadamy,po czym dziewczyna idzie w niewiadomym mi kierunku,a ja odchodzę w stronę pokoju.Zastanawia mnie jej imię- Luna. A tamta dziewczyna z pokoju ? Sol ? Przecież nie ma nawet takiego imienia ! Coś mi tu nie pasuje.
Resztę godzin,spędzam na obmyślaniu imion obu dziewczyn,oraz na stworzeniu złowieszczego planu.

*Przeczytałeś ? Zostaw po sobie ślad !*
________________________________________________
Hej
Co do całego opowiadania,nie mam pomysłu jak to sensownie rozkręcić,jest tak nudne i beznadziejne że masakra. ;_;
Dzięki że w ogóle ktoś to czyta !
Muszę jak najszybciej to zakończyć...
  • awatar torcik52: ładnie, ładnie. ;D kreatywnosc widze masz ^^
  • awatar муѕzкα ♥: Ja czytam. Ten rozdział wyszedł najlepszy z tego opowiadania, jak na razie. Rozkręcasz to.. ciekawe czy będzie coś pomiędzy nim, a którąś z dziewczyn. Ciekawe ^^ Dawaj dalej, bejb.. <3
  • awatar Czym jest życie i prawdziwa miłość ∞: Mi się podoba i wcale nie jest nudne, jest świetne ^^ Nie kończ tak szybko :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (12) ›
 

 



-Mamo co to za budynek ?-dobiega mnie cichy głos Rafała,spoglądającego z dołu na matkę,z którą mierzę się poważnym bolesnym wzrokiem.
Wszystko nagle traci sens.
-Nie zawsze możesz mieć co chcesz...-słyszę stłumiony głos matki,która obejmuje mnie troskliwie wzrokiem.-To nasz nowy domek...-kuca obok małego brata,uśmiechając się z przymusu do niego.Przytula go mocno,chcąc dać mu pewność,że to idealny pomysł,że powinien być już spokojny i szczęśliwy.
Zaciskam ręce w pięści.
-Zrozum...-szepcze,podchodząc do mnie i kładąc swoją dłoń na moim ramieniu.Spoglądam w jej oczy,w których dopiero teraz zauważam łzy,z trudem powstrzymujące przed wypłynięciem.-Zaopiekuj się nim kochanie.-mówi spoglądając ukradkiem na Rafała,stojącego bezradnie obok.Matka robi krok w tył,nadal nie odrywając ode mnie swych oczu.
-A dlaczego ty z nami nie idziesz ?-pyta smutno Rafał,spoglądając na nią.Matka ociera ukradkiem łzy,spływające jej po policzkach.Uśmiecha się,choć wiem że sobie już z tym nie radzi.
-Przyjdę do ciebie jak najszybciej kochanie.-spogląda na niego.Nawet ja nie wierzę w te słowa.Tak sztucznie wypowiedziane.Z takim trudem przez zaciśnięte od bólu zęby.
Odwraca się,ginąc mi coraz bardziej z oczu,w dali.
Czuje jak Rafał mocniej ściska moją dłoń.
Przeklinam los.
Tracę siłę.
Spoglądam na ogromny budynek,wahając się czy aby na pewno tam iść.Nie mam nic do stracenia,ale równocześnie tak wiele.
Gubię się we własnych myślach.Chcę zasnąć,odpocząć,poczuć wreszcie że jestem bezpieczny,choćby przez chwilę.Ale czy na pewno ?
Zamykam oczy,czując pod rozgrzanym ciałem,miękko wyścielone łóżko.Zatapiam się w bezgranicznej przyjemności,leżenia w nim.
Tysiące myśli przelatuje mi przez głowę.
Boję się.
Boję się o to co jest teraz.
Otwieram oczy,wpatrując się w ciemny sufit,wysoko nade mną.
Jaka czeka mnie teraz przyszłość ?
Jaka teraz czeka przyszłość Rafała ?
Co mam zrobić ?
Zamykam ponownie oczy,chcą pozbyć się jak najszybciej natarczywych myśli,chcąc odpocząć,zasnąć.Być może już na zawsze ?

Coraz więcej odgłosów do mnie dociera.Chwilę się wsłuchuję w każdy z nich,po czym otwieram oczy i spoglądam na otaczające mnie pomieszczenie.Przez głowę przemyka mi myśl - pierwsza tego ranka - że świat zamyka się w tych czterech ścianach,a za nimi pustka.
Wstaję,podchodząc do okna.Pada śnieg.Cały krajobraz,pokryty jest białym puchem.
Przed oczami ukazuje mi się mały chłopczyk,bawiący się w śniegu i robiący niezdarnego aniołka.Po chwili podbiega do niego młoda kobieta i chwytając za ręce,otrzepuje go całego,lekko się uśmiechając.Po oczach rozpoznaję że jest to moja matka.
Szybko kręcę głową,w celu rozgonienia chwili wspomnień.
Czuje otaczające mnie ciepło,chwile spokoju,radości,która po chwili przeradza się w ogromny strach.Wybiegam z pokoju,nie zważając na śmiech wywołany najprawdopodobniej z mojego powodu.Przyzwyczaiłem się dość szybko,do takiej reakcji na mój widok.To coś zupełnie nie porównywalnego z tym co było kilka miesięcy temu.
Biegnę przed siebie,jakby z jednym celem.Bo właśnie mam w tym momencie jeden cel.Mijam wąskie korytarze,zapełnione dziećmi,siedzącymi na parapetach.Wbiegam po schodach na trzecie piętro,dopadając do drzwi pośrodku korytarza.
-Nie ma go,wyszedł.-słyszę odpowiedź.Nerwowo wybiegam ponownie na korytarz,uważnie się rozglądając.Zauważam wpatrzone we mnie zdziwione oczy,przepełnione jakby pierwszym od wielu dni śmiechem.
-Nowy ?-dobiega mnie niski dziewczęcy głos.Odwracam się w mgnieniu oka,mocno potrząsając dziewczyną.
-Gdzie on jest ?!
-Kto ?
-Gdzie on jest ?!
-Nie wiem o kim mówisz !
-Znajdź go !-mówię czując napływające łzy do oczu.Rzucam się na kolana,zakrywając twarz dłońmi.Przeszywa mnie nagły ból.Straciłem go ?
Zaciskam z całych sił oczy i pięści.Zagryzam wargi do krwi.
-Rafał...-szepczę błagalnie,licząc że jeszcze kiedyś go odnajdę.Że nasze drogi jeszcze przeplotą gdzieś...Ile słowa ważyć będą gdy spotkamy się tam ?

*Przeczytałeś ? Zostaw po sobie ślad !*
___________________________________________
Akcja niby trochę się rozwinęła,ale wciąż mało. Stanowczo za mało.
Cóż *jak dalej to przewidujecie* ?
Piszcie w komentarzach,na priv. Czekam !
Dzięki za aktywność ^^
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

 
*Uwaga dla wszystkich moich obserwatorów*
Jeśli komukolwiek nie podoba się "Domino" to byłabym wdzięczna jeśli by nie rezygnował z obserwacji mojego bloga.Jeszcze parę rozdziałów i będzie nowe.O wiele wiele lepsze.Coś jak "Expirion" i "Die"
Więcej o nowym opowiadaniu tu :http://miloscnazawsze.pinger.pl/w/2082/ciemnosc/wpisy

Nutascript src="http://www.wrzuta.pl/embed_audio.js?login=promykslonca&key=1pa03ZdZur0&width=425&height=110" style="border: medium none;">
__________________________________
"-Tam jest lepiej niż tu.-przekonywała mnie matka,swoim wycieńczonym głosem.Spojrzałem na nią poirytowany.
-Zostanę z Tobą.Nie będę szedł do tego burdelu !
-To nie burdel,pójdziesz tam i to bez dyskusji,inaczej wszyscy tu pomrzemy !-po raz pierwszy od dłuższego czasu podniosła na mnie głos.Jej zmarznięte dłonie,trzymały Rafała,który chciał natychmiast zasnąć.Matka mu na to nie pozwalała,tłumacząc że zamarznie,jeśli zaśnie.-Jutro cię tam zaprowadzę,a dziś proszę cię żebyś oszczędził sobie tych słów,dobrze wiesz że nam jest też ciężko.-spojrzała na mnie ostatni raz.Nie chciało mi się już żyć,nic mi się nie chciało !
Dom dziecka,to najgorsze miejsce jakie sobie mogłem wtedy wyobrazić;wolałem zginąć z głodu niż siedzieć z tymi cholernymi bachorami,w jednym budynku.Nie mogłem zostawić tak po prostu matki.Samej.

Przez głowę przechodzą mi myśli,że może właśnie teraz po raz ostatni siedzę tu z moją jedyną rodziną,być może widzę ich po raz ostatni,po raz ostatni słyszę.Wciągam do płuc mroźne powietrze,dotleniające mój mózg,pragnąc się porządnie wyspać.Czuję ledwo jak na mojej sinej od zimna dłoni ląduje z nieba jasny,malutki płatek śniegu,który już po chwili topnieje.Wpatruję się zmęczonymi oczami,w miejsce gdzie jeszcze przed chwilą on widniał.
Spoglądam w górę,na ciemne niebo,widząc obraz padających śnieżynek.Mrugam kilkakrotnie,by pozbyć się ich z oczu.Wpatruję się długo i nie przerywanie w niebo,może oczekując na to że w końcu zobaczę Boga,który odpowie mi na moje rutynowe pytanie : "Dlaczego ?!" ...

Otwieram oczy,widząc przed sobą zatroskany wzrok matki.Wstaję i idę za nią,gdzieś przed siebie,gdzieś w dal,gdzieś gdzie nie mam pojęcia co mnie czeka.Liczę na najgorsze.Spodziewam się bólu i zła.
Młody Rafał dzielnie kroczy - trzymając matkę za rękę - uważając by się nie poślizgnąć na zamarzniętym lodzie.Jestem wściekły,zły za to że to on,a nie ja idzie obok matki,za to że jest szczęśliwy,że nie zdaje sobie sprawy z tego co go może czekać,z tego co się dzieje.Ale w głębi duszy czuję mimo wszystko podziw,że jest na tyle silny,by wypowiedzieć słowa kierowane do matki "Nie martw się mamusiu,jestem z Tobą !".Czuję że jest mi wstyd,za to że ja tak nie potrafię.

Stajemy przed wysokim,ogromnym budynkiem.Mrużę lekko oczy,by zobaczyć w ciemności gdzie jesteśmy.Nagle uświadamiam sobie co to za budynek.Czuję przeszywającą mnie wściekłość.Chcę krzyczeć ! Ręce zaczynają mi się trząść.Oddech jest cięższy,serce bije mocniej i szybciej.Spoglądam na matkę,która próbuje zachować spokój.Latarnie oświetlają lekko ogromny budynek,ukazując nam potężny napis nad drzwiami głównymi "Publiczny dom dziecka".
  • awatar † ยรzคtкค †: moja koleżanka, a właściwie przyjaciółka trafiła do domu dziecka przez swojego ojca, mimo że mama była w porządku nie mogła znaleźćpracy i ostatnio minął równo rok odkąd tam siedzi :<
  • awatar муѕzкα ♥: *Zajebiście* dodałaś emocje pod koniec.. Czułam się jak na filmie. Świetne. Jestem pod wrażeniem.. Mega. <3
  • awatar Kto czyta książki, żyje podwójnie !: Zaskakujesz.. dom dziecka? Któż by się spodziewał? :) Robi się coraz ciekawiej. A myślę, że dom dziecka to odpowiednie rozwiązanie dla takiej sytuacji. Cuudowny rozdział, myślę, że najlepszy! :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (10) ›
 

 
Ubóstwiamscript src="http://www.wrzuta.pl/embed_audio.js?login=perfectgirl6974&key=9Pc004gFHpq&width=425&height=110" style="border: medium none;">

"Jeszcze niecałe 2 miesiące temu miałem wszystko.Jedyne o czym marzyłem to o najnowszym telefonie,większych kieszonkowych i jakimś super wypasionym motorze,żeby było trochę więcej szpanu wśród kolegów i dziewczyn.Teraz?Teraz marze by mieć chodź trochę chleba w ręce.Dziwne,że tak nagle Bóg potrafi odmienić nasz los,nasze życie,myśli,marzenia...Może to i lepiej?Chcę zapomnieć,o tym co się działo jeszcze dziś w nocy.Płomienie ogrzewające nasze ciała...I nagły ból.Ogień.Wszędzie ogień.Jasność i ten żar...Nasze jedyne miejsce gdzie mogliśmy się podziać stanęło w płomieniach.Ojciec nie uszanował nawet i tego,by móc gdzie spać.Matka ciągle płacze.Nie mamy gdzie pójść.Już teraz zupełnie.
Patrzę na kamienicę,do której jeszcze wczoraj wchodziłem wąskimi drewnianymi schodkami,na trzecie piętro.Stawałem przed drewnianymi,pomazanymi drzwiami,wsłuchując się w rytmicznie bijące serce,po czym wchodziłem do wnętrza,przesiąkniętego alkoholem i papierosami.Wnętrza gdzie w ściany wdzierał się już prawie na stałe szloch matki i krzyk małego brata..Teraz ten obraz ginie,ginie na moich oczach.I zostaje pustka.Wielka czarna-pustka.
Dom dziecka.Przemknęło mi to przez myśl kiedy spojrzałem na małego Rafiego,siedzącego u matki na kolanach wtulonego w ciepły koc.Nie pozwolę matce na to by go tam oddała.Pomimo wszystko ale musimy się trzymać razem,nie pozwolę by jakiś głupi los zniszczył nasze życie rodzinne.Jest coraz gorzej.Nie wiem jak dalej sie to potoczy.Może wcale nie dożyję jutra?Po jaką cholerę pisze to wszystko w tym pieprzonym zeszycie?!Komu to potrzebne?Marnuję tylko czas i kartki które mogły posłużyć na rozpałkę by nas ogrzać choć trochę...Za późno,ja siedzę i resztkami długopisu piszę te koszmary.Nie chce tego pamiętać,chcę zapomnieć na zawsze,ale jednocześnie czuje że pisząc to będę mógł sobie jakoś pomóc.
Jedzenie.To chyba jedyne o czym teraz myślę.Patrząc na matkę słyszę w głowie jej radosny śmiech,wesołe oczy.Taki obraz mam ciągle w głowie sprzed roku.Była piękna jesień.Wszyscy spacerowaliśmy po parku,nawet ojciec...Jeszcze wtedy był taki dobry.Był jak anioł.Teraz?Teraz nie ma już nic...

Siedzę.Siedzę i patrzę na te wszystkie młode szczupłe dziewczyny,stojące pod kamienicami i uważnie się nam przyglądające.Może czekają właśnie na mój ruch,kiedy do nich podejdę i spytam 'Ile biorą ?', a może po prostu gdzieś w głębi duszy współczują,mi takiego losu...?
Tak młode,tak głupie ! Marnują swoje życie,swój los,siebie.W wyzywających ciuchach - z lumpeksu,kupionych resztkami pieniędzy,zarobionymi na ulicach - przemieszczają się pomiędzy drzewami,starymi autami i kamienicami,lada chwila za walących się.
Co pewien czas widzę jakiegoś mężczyznę-niekiedy nawet kobietę-z papierosem w ręce,uważnie obserwującą młode dziewczyny,w różowiutkich ubraniach,ze szpilkami i pończochami na nogach.Po chwili papieros w ich ręce gaśnie,zadeptywany niedbale butem,a później widzę już tylko jak taki pijak,lub pijaczka podchodzą do 'młodych' o coś pytają,a potem we dwoje znikają gdzieś za rogiem kamienicy.
Zapada zmrok,czuję jak moje ciało mimowolnie się trzęsie,próbując mnie ogrzać.Spoglądam z trudem w bok,gdzie siedzi zziębnięta matka z bratem.Gdzieś w tle widzę ojca,przemieszczającego się z butelką taniego piwa,za drzewami.Przysuwam się bliżej do matki,obejmując ją jednym ramieniem,a drugim przytulając Rafała.
Widzę matkę,siostrę,mojego starszego brata i Rafała z jedną dziurą w promiennym uśmiechu,czekającym na nowego stałego zęba.Ojciec podchodzi do matki,mocno ją obejmując i szepcząc coś do ucha.Uśmiecha się,a po chwili już oboje się śmieją.Jej pełne blasku oczy,uśmiech,twarz,wydają sie nie być zmęczone,dłonie świeżo co z wklepanym kremem Nivea,obejmują młodego Rafała,podbiegającego ze łzami w oczach do niej.Kuca i całuje w czoło,coś mówiąc.Na twarzy małego Rafiego pojawia się niepewny uśmiech,a po chwili widać już jak z zapałem bawi się zabawkami,jakby nie pamiętając że przed chwilą wdepnął bosą stopą w klocka lego.Wszystkie meble błyszczą,od czystości.Wchodzi siostra i przytula się do ojca,a potem ten daje jej banknot stu złotowy i uśmiecha się do siebie.

Otwieram oczy i zdaję sobie sprawę że to był tylko sen.Sen z mojej przeszłości,która być może już nigdy nie wróci."
___________________________________________
Jeśli ktoś czytał to być może zauważył pewien wątek który użyję w kolejnym rozdziale.Ten - dłuższy,liczę że Wam się spodoba.Mało się dzieje,aczkolwiek...
*Nie mnie oceniać - zostawiam to Wam*
  • awatar Gość: świetne.:)
  • awatar lady-flower123: Czy jesteś molem książkowym, który jak ja ostatnimi czasy lubi poczytać w tramwaju, na świeżym powietrzu lub też w domowym zaciszu? Jeśli odpowiedź na to pytanie jest twierdząca to zapraszam do akcji blogowej: http://lady-flower123.blogspot.com/2013/04/akcja-blogowa-czytamy-i-polecamy.html
  • awatar my dreams, my love: Woow ale świetne *o* Smutne troche :( ---- Zapraszam do mnie :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (15) ›
 

 
"Miesiąc.Już miesiąc znoszę to piekło.Ile jeszcze?Czy da sie to jakoś zatrzymać?Chce zniknąć.Na zawsze.Boże dlaczego...? Myślę coraz częściej po co mi takie cholerne życie.Nie byłem w szkole.Musiałem zając się młodszym bratem.Ojciec nie wrócił do domu.A matka jak ta głupia płakała za nim.Dziś wrócił nad ranem,od razu w drzwiach uderzył matkę.Stanąłem w obronie,ale sam oberwałem i to 2 razy mocniej.Nie pozwolę mu na to.

To wszystko można by było tak łatwo skonczyć,ale głupie decyzje matki nam na to nie pozwalają.Ona nie zostawi ojca,nawet gdyby się nad nią znęcał do śmierci.Przekonam ją.Ale nie dziś.Właśnie słyszę jak ojciec wyklina na matkę.Krzyk.Cisza.Znów ją wyklina.Kłócą się.Matka płacze.Uderzył ją.Cham jeden.Po raz kolejny.Cisza.Słyszę kroki...Wszedł do pokoju...
To już koniec.Ja tego nie przeżyję.Psychicznie mam dość.Fizycznie?Właśnie mnie uderzył.Wyszedł bogu dzięki na piwo do tych swoich kolesi...Jeszcze tydzień.Poczekam,aż troche to wszystko ucichnie.Tak myślę.Musi ucichnąć.Sąsiedzi nic nie pomogą,sami maja podobne sytuacje.Na dworze jest coraz wiekszy mróz.Nie mamy czym palić w piecu.Jest coraz zimniej.Żeby tylko Rafał dał rade.Jest za mały żeby mieć takie nieszczęście obok siebie.Szkoda mi cholernie go.Tak bardzo mi szkoda,że musi to widzieć codziennie na oczy.
W głowie ciągle kołaczą mi się myśli,że nigdy wcześniej nie zauważyłem że moi "przyjaciele" byli przy mnie tylko dlatego że byłem bogaty.Ilu ich zostało prawdziwych ?Który z nich mnie odwiedził ? Czy któryś z nich jeszcze o mnie pamięta ? Żaden...
Muszę być stanowczy.Moje życie się zmieniło,a ja muszę nauczyć się żyć w takim miejscu.Cholernie trudny wyczyn.Test z życia,którego prawdopodobnie nie zdam.Przegram życie...Już przegrywam !
_______________________________________________
Rozdział nie wyszedł mi tak jak to zaplanowałam,a ponadto jest za krótki.Liczę że mimo wszystko ktoś zechcę to w jakiś sposób szczerze ocenić.
Kolejny dłuższy i ciekawszy,wreszcie się coś rozkręci w akcji !

  • awatar Kto czyta książki, żyje podwójnie !: Tak się zaczynam zastanawiać czy wydarzy się coś miłego. Wciąż aby smutek i smutek. Nie przepadam też jak nie ma dialogów..., ale przełknę to. xD Suuper rozdział, idę czytać dalej :P
  • awatar MY MIDDLE FINGER LIKES YOU: Wooow *,* jest pod ogromnym wrażeniem. Kurcze szkoda mi troche tej rodziny. Głupi ojciec ! Wrr... co prawda jest troche za bardzo namieszane i wgl nie ma dialogów , ale są emocje ! Świetne emocje. I prosze więcej czegoś takiego <3
  • awatar Fuck you, bejb.: Chcę akcję, ale jeżeli mam być szczera, za bardzo chaotycznie ;x ale ogółem jest spoko, rozumiem. trudno jest to opisać treściwie. Także tak..Dialogów także potrzebuję ;3 No co ja mam pisać, NADAL CZEKAM. ale też chciałabym już zobaczyć to opo..to o mocach, wiesz ;3 NO TO DO ZOBA AGG <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (11) ›
 

 
Nuta która mam nadzieję ułatwi wczucie się w ten cały klimat tego chłopaka...Ja się przy niej zawsze wzruszam..
MIŁEGO CZYTANIA

Idąc ulicą czułem jak wyśmiewali sie ze mnie.Że nie mam super ciuchów,sexy wyglądu i kasy jak dawniej.Nabijali się z mojej rodziny.Uwierzcie mi,ale na moim miejscu te wyśmiewania były by waszym ostatnim problemem w danej sytuacji.
Pamiętam te pierwsze dni.Były najgorsze.Jak wróciłem do domu..Demolka.Wszystkie rzeczy porozrzucane,jakieś szkła z butelek po alkoholu...Szok.Strach.Drgawki.To pierwsze co poczułem w moim ciele.Tak strach.Przed tym co sie dopiero miało STAĆ.Moje ręce zaczęły lekko drgać,chwyciłem do ręki pudełeczko z neospazminą."Spokojnie,tylko spokojnie.To tylko błaha kłótnia."myślałem.A mama?Gdzie Ona teraz jest..?A co jeśli On...Nie nie mogę teraz tak myśleć.Zacząłem nerwowo wbiegać do każdego pokoju w mieszkaniu.Nie zajęło mi to zbyt dużo czasu.Powierzchnia była tam nie duża.
Leżała.Leżała na łóżku ze szklanką wody w ręce.Szybko podbiegłem,sprawdzając puls."Głupek!"-myślałem"Po jaką cholerę ja sprawdzam puls.Ona musi żyć!MUSI!"Spojrzała w moje przestraszone oczy.
-Dominik...To nic.-położyła swoją dłoń na moim policzku.Zobaczyłem siniak na jej twarzy.Serce zaczęło mi mocniej bić.Nie mogło tak się stać.Jakim prawem ojciec ją uderzył?
-Co się stało ?!-pytałem nerwowo.
-Nic.Nic sie nie stało.To tylko kłótnia.Nic mi nie jest...-wziąłem duży wdech.Czy ona kur** żartuje?!
-Mamo...-szepnąłem,powstrzymując gniew.-Powiedz prawdę,przecież widzę.-wstałem szybko,stając wyprostowany nad nią.
-To tylko kłótnia.-powiedziała stanowczo.-Już się nie powtórzy.Obiecuję.-Cholera nie!Niech mi nie mówi że to nic!Wybiegłem z mieszkania,trzaskając za sobą drzwiami.Wiedziałem że nie powinienem jej teraz tam,tak zostawiać.Ale nie potrafiłem,stać przy niej i słuchać tych kłamstw...Nie potrafiłem.
Bo to wcale nie jest takie proste,gdy ma sie całe życie w rozsypce.Co ja wtedy mogłem wiedzieć o prawdziwym życiu?Byłem tylko błahym nastolatkiem,z głupimi marzeniami.A teraz się wali,wali coraz szybciej,wali wszystko,tak po prostu z minuty na minutę!
Pamiętam te dni,całe miesiące,gdy chciałem uciec od tych problemów,zapomnieć...
To nie było łatwe zadanie w takim wieku w jakim byłem.By dobrze się zaprezentować przed kumplami,by nie pić,nie palić,nie puszczać sie...Ale z czasem,zaczynałem to powoli olewać.Te wszystkie zakazy,nakazy,słowa.Opuściłem się w nauce,zacząłem palić.Pić.Brać...Teraz kiedy to piszę,jest mi nadal trudno.Mam łzy w oczach,kiedy myślę o tym że wiem teraz jak mogłem sobie pomóc,tak łatwo.Ale już teraz za późno.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (15) ›
 

 
Klimat...script src="http://www.wrzuta.pl/embed_audio.js?login=w694&key=ac02B1jruxq&width=425&height=110" style="border: medium none;">

Przez całe życie zastanawiasz się jak żyć,aby być wszędzie dobrze postrzeganym.Aby wszyscy cię lubili.Jak pogodzić dobro ze złem.Jak uzyskać szacunek?Chciałbym wam opowiedzieć moją historię,która wydarzyła się jakieś 3 może 4 lata temu.Chciałbym żebyście mogli zobaczyć jak zdobyć szczęście i być szczęśliwym...

Był grudzień 2009 roku.Byłem zwykłym przeciętnym 16-latkiem.Chciałem mieć wszystko.I prawie miałem.Kolegów,szacun,szpan i kase.Ale nie zdajecie sobie sprawy że tak w ciągu jednej chwili coś co macie,może się nagle zawalić.Zniknąć.
Miałem piekny duży dom,własny motor,psa,popularność,masę pieniędzy.Wydawać by się mogło że nawet uszczęśliwiało mnie to że sprzątaczka wszystko za mnie robiła,matka była w domu i z fajką w ręku,oglądała na ekranie dużej plazmy jakiś hiszpański serial.Nie brakowało mi niczego...
Ale w końcu,nie wszystko trwa wiecznie.Ojciec zaczął znikać na całe dnie,wracał późno w nocy.Budziłem się słysząc jak krzyczy na matkę,na brata.Po pewnym czasie zaczęło się coś znacznie gorszego.
Matka straciła pracę,ojciec zaczął pić,siostra się wyprowadziła,brat przepuszczał wszystko tak jak ojciec na narkotyki i alkohol.A najmłodszy z nas wszystkich-Rafał,miał wtedy ledwo pare lat.Jednym słowem zaczęła z nas się tworzyć rodzina patologiczna.Jak myślicie ile czasu można znosić to,że ojciec bije matke,rodzeństwo się puszcza? Miesiąc,trzy...?Ja wytrzymałem niecałe 4 miesiące.Z każdym dniem było ze mną coraz gorzej...Pamiętam te dni,jakby to było ledwo wczoraj.Początki były najgorsze.Kiedy to wszystko się zaczynało tworzyć na moich oczach.Bo wyobraźcie sobie,że pewnego dnia wracacie do domu i słyszycie:
-Kochanie,straciłam pracę.Ale nie przejmuj się jakoś sobie poradzimy.Ojca się zapisze na jakąś terapie,wyprowadzimy się.Damy radę,będzie dobrze...
Czułem się jak jakiś głupek."Damy radę,będzie dobrze."Jak te słowa mogły ranić.Parę dni później komornik zabrał nam dom.Wprowadziliśmy się do jakiejś nędznej kamieniczki,z widokiem na podwórze,w którym roiło sie od pijaków,dziwek i brudu.Ojciec szybko sobie znalazł towarzystwo.Pamiętam jak na moich oczach,matka płakała,chcąc jakoś sobie radzić.Ja?Ja z resztą też się przejmowałem.Starałem się trzymać jak tylko mogłem.Dawałem sobie jeszcze jakoś radę,chcąc się odnaleźć w tym wszystkim.Do szkoły chodziłem w podbrudzonych rzeczach,z pustym żołądkiem.Nie mieliśmy co jeść,w co się ubrać,jak zapłacić za najprostsze rachunki.Szkołę zacząłem coraz bardziej traktować mniej poważnie,chociaż wiedziałem że muszę sie zacząć uczyć,by w przyszłości móc jakoś poratować matkę,rodzinę...Ale to było mało.To był dopiero początek tego całego "piekła".Kładąc się spać na jednym łóżku z matką i dwoma braćmi,myślałem o tym jak kiedyś w szkole,na podwórku czy od kolegów słyszałem o takich patologicznych rodzinach.Nigdy mi nie przyszło do głowy,że ja mogę się znaleźć w takiej sytuacji,praktycznie z dnia na dzień.
Cześć
Wyszło jak wyszło,może trochę dziwnie,ale postarajcie się wczuć w klimat Dominika,kiedy jest mu dosyć ciężko opisywać. Hmm ?
Dzięki za tyle miłych komentarzy i wiadomości od Was !
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (13) ›
 

 
*Prolog*
O czym jest ta historia ?
O pewnym młodym chłopaku,który praktycznie z dnia na dzień traci wszystko: dom, przyjaciół, rodzinę, szczęście...
To historia o chłopaku który ma codziennie w domu 'demolkę'.A potem matka wysyła go do domu dziecka.I wszystko się wali coraz bardziej.Traci nadzieję na lepsze jutro,nie widzi sensu życia.
Ale pojawia się ktoś...kto wszystko wywraca do góry nogami...
Kim jest ta inspirująca osoba,która postanowi wyciągnąć Dominika z nieszczęścia ? Czy to się uda ?

okładka:
To teraz kilka słów ode mnie.
To będzie kilku rozdziałowe opowiadanie,dosyć krótkie wpisy...
Nie będzie charakterystyki,myślę że zrozumiecie dlaczego,gdy ukaże się pierwszy rozdział. To wszystko by zepsuło daną atmosferę.Jeden główny bohaterominik.I w sumie tyle.Napięcie,emocje,strach...To będzie właśnie tym nasycone to wszystko.
A więc lecimy ! PIERWSZY JUŻ NIEBAWEM.

+Większość z Was zapewne kojarzy coś przez mgłę trochę lepiej lub gorzej że Agnieszka to moje imię. Aczkolwiek na okładce jest Rita gdyż będzie to od teraz mój "pseudonim artystyczny".Imię to jest mi bardzo bliskie sercu więc... Każdy ma jakieś swoje zachcianki,tak więc *Ta-Dam !*
*Pozdrawiam bardzo serdecznie wiecznasamotnosc.pinger.pl/ od której zapoczątkowałam pomysł,aby stworzyć okładkę książki. Myślę że nie obrazisz się zbytnio..*

Jakieś pytania odnośnie mnie,bloga lub opowiadań - http://ask.fm/aggggga - chętnie odpowiem; nie gryzę,zazwyczaj
  • awatar Lena.:): Fajne ^^ ask.fm/Burkoowa <--- POPYTASZ ? Z góry przepraszam za spam ;3 I dziękuję jeśli popytasz ;3
  • awatar Fuck you, bejb.: I JEST ZAWALISTY ROZDZIAŁ, CHCĘ WIĘCEJ :*
  • awatar Kto czyta książki, żyje podwójnie !: Zapowiada się ciekawie :). Piszesz tak zrozumiale, iż nie potrzeba charakterystyki bohaterów :*. Dodawaj prędko pierwszy rozdział ponieważ jestem ciekawa tegoo Dominika :*. Zapewne jakaś dziewczyna odmieni jego życie, na lepsze :). Tylko czekać, aż poznamy jej imię i osobowość. Nooo, co ty :P Nie obrażam się za okładkę. Podoba mi się i również pozdrawiam <3.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (21) ›
 

 
Dedykacja : Dla Was wszystkich,którzy przeczytali to od początku do końca ! Za wytrwałość ! <3

Kochani...przed nami ostatni rozdział opowiadania pt. "Die"...A dopiero pamiętam jak wstawiałam drugi rozdział,jak czekałam na wasze opinie,bo tak mi się podobała ta część !
Zakończenie jest dość namieszane i trochę dziwne,ale dwa ostatnie rozdziały były pisane takim spontanem,bez jakichkolwiek poprawek czy nawet zmian.Wyszło jak wyszło.Zaniedbałam to,może dlatego że chciałam już to skończyć po części.Przepraszam !
I jeszcze raz dzięki za aktywność(która jak zwykle trochę spada w ostatnich rozdziałach) ale dzięki że byliście !

Nuta na dziśscript src="http://www.wrzuta.pl/embed_audio.js?login=brzuzek&key=9Sj3DwxALFS&width=425&height=110" style="border: medium none;">
____________________________________________
23.-Wytłumaczysz mi to kiedy indziej.-poczuła mocne objęcie Ericka i jego ciepły głos.Spojrzała na niego załzawionymi oczami,nie wiedząc dlaczego to robi. Czy ona zrobiłaby to samo,widząc go z inną na ulicy ? Odpowiedź była prosta. Już raz widziała dziewczynę u niego w domu. Fakt faktem była to na szczęście kuzynka.
Ruszyli wolnym krokiem w stronę ogromnego budynku,stojącego w głębi wysokich drzew.Samy zatrzymała się na chwilę,spoglądając posępnie na główne drzwi.Nie miała ochoty tam teraz wchodzić. Nienawidziła bieli. A w szczególności w takich miejscach jak te-szpital.
-Zaczekaj tu i..nie rób już więcej żadnych głupot,okej ?-uniósł delikatnie jej podbródek,spoglądając przez chwilę w zapuchnięte od łez oczy,a następnie składając skromny pocałunek na jej ciepłym czole.Odwrócił się i szybkim krokiem ruszył w kierunku wejścia.Zniknął w tej białej przestrzeni, zostawiając ją samą na ciemnozielonej ławce,przed wejściem.
Oparła lekko głowę o ławkę,spoglądając na jasne niebo.Zmrużyła oczy,by móc już po chwili patrzeć na nie z zainspirowaniem.Ile jeszcze dziwnych i nieodpowiedzialnych rzeczy zdoła w przeciągu tak krótkiego czasu zrobić ? Jak duży zada jeszcze ból Erickowi ? Boże...
Chłopak wyszedł,z ogromnego białego budynku,niosąc w ręce kilka kartek z wynikami badań.
-Erick ja przepraszam,nie wiem co się ze mną dzieje.-ukryła twarz w dłoniach.
-Spokojnie...-pocałował ją w czoło,mocno przytulając.
-Nie chciałam tego,nie chciałam naprawdę !
-Wiem,ale nie możesz się obwiniać.
-Dlaczego tak łatwo mi wybaczasz ?-spojrzała w jego radosne oczy,niczym się nie przejmujące,z zapałem do życia.
-Spontaniczne rzeczy są często,a wręcz zawsze poza naszymi granicami odpowiedzialności i spokoju.Dlatego zawsze je wybaczam.A po drugie-na jego twarzy pojawił się widoczny uśmiech-jesteś dla mnie kimś wyjątkowym,ważną osobą,którą bardzo mocno kocham,pomimo młodego wieku.Kocham Cię Samy i to najważniejszy powód,dla którego ci ufam,zawierzam swoje życie i bezgranicznie się oddaję.No i wybaczam...-Chciałaby być taka jak on.By móc tak pięknie opisać swoje uczucia,by móc tak cudownie kogoś pocieszyć,aby sprawić że ta osoba znów się uśmiechnie! Uczucie zazdrości przepełniło jej wnętrze serca,powodując głębokie zamyślenie.
Idąc wąską ulicą,przypominało jej się jak go pierwszy raz zobaczyła,stojącego gdzieś w tłumie z tym swoim 'codziennym' uśmiechem i zapałem w oczach.A potem tak szybko się wszytko toczyło,że nawet nie zorientowała się jak zaczęły się pierwsze rozmowy,pierwsze spotkania.Przyjaciele. Na śmierć i życie.A teraz ? Co jest teraz ? Są parą zakochanych osób.Było do przewidzenia.To wszystko...Ale życie się ciągle zmienia i nie da się nic rozsądnie zaplanować.



Delikatnie poprawiła kołnierz przy białej bluzce,lekko go wygładzając.Ubrana w ciemne jeansy i koszule,w rozpuszczonych czarnych-nowo przefarbowanych- włosach,wyglądała olśniewająco.Pierwszy września.Znów wszyscy spieszyli się do szkół,na rozpoczęcie roku,na spotkanie ze znajomymi po wakacjach.A ona ? Ona stała zapatrzona w lustro,widząc całe dwa miesiące słonecznego lata,spędzonego najlepiej,a może najgorzej ? Miała poczucie że czas się zatrzymał. Na krótką chwilę,tak mały ułamek sekundy,jej życia.Uśmiechnęła się lekko i ruszyła w stronę szkoły.
Pożegnała się z Erickiem i wysiadła z samochodu.Żałowała że nie może być z nim w jednej szkole,że on musi być starszy.Dała mu długiego buziaka i szybko ruszyła w stronę już jej widzianych znajomych.
Zmienili się co poniektórzy,przefarbowali włosy,wyszczupleli,urośli.Aż dziwne że tak wiele może się zmienić w życiu w ciągu dwóch miesięcy.
-Cześć-odwróciła się,spoglądając na twarz Marsh'a.-Jak tam ?
-Jest okej.-spojrzała wzrokiem po pozostałych kolegach,stojących za nim.
-Wyjechał.-uciął szybko, spoglądając na nią badawczo,doskonale wiedząc kogo szukała.-Pięknie wyglądasz.-Chwile mierzyli się spojrzeniami,po czym odwróciła się ruszyła w stronę już biegnącej Cassie.A więc jednak.Wyjechał.Być może na zawsze.Być może nigdy już go nie spotka.A Marsh ? Zostanie jej odwiecznym wrogiem.Pomimo wszystko była wdzięczna za wszystko.Nie żałowała wspomnień.To chyba tylko tyle co zostało po tych wakacjach...
*W najbliższych dniach ukażę się nowe opowiadanie pt. "Domino" . Pozwolę wam trochę ochłonąć po tym opowiadaniu, i niebawem ukarze się prolog..*
Zapraszam
  • awatar MAGN0LIA: Co do tego rozdziału jest cudowny, fajnie piszesz i miło się to czyta, ale żeby ocenić całe opowiadanie musiałabym jeszcze przeczytać 22 pozostałych części więc biorę się za czytanie :D
  • awatar Czym jest życie i prawdziwa miłość ∞: Szkoda że już koniec.. Ale ciesze się że będzie nowe opowiadanie, czekam z niecierpliwością bo to było cudowne *.*
  • awatar † ยรzคtкค †: zaczęłam czytać od tego rozdziału więc jestem troche niewtajemniczona, wrócę się do tyłu bo ciekawie piszesz i już intryguje mnie "domino" :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (11) ›
 

 
Yo!
*Przed nami jeszcze jeden rozdział do zakończenia "Die"* !
Zapraszam do czytania.
__________________________________________
22.Obudził ją sygnał dzwonka telefonu.Zaspanym głosem,odebrała.
-Tak ?
-Cześć kochanie,wiesz pomyślałem że może byśmy się dzisiaj spotkali,co ?
-Śpię.-powiedziała obojętnie.-A po drugie mam szlaban.
-Wymyślę coś.Do zobaczenia.-rozłączyła się,opadając na poduszkę.Chwilę leżała z zamkniętymi oczami,wsłuchując się w odgłosy za oknem,po czym otworzyła oczy i spojrzała w jego stronę.Na jej twarzy pojawił się mimowolny uśmiech.Podeszła do okna,otwierając je.
-Głupi jesteś.-powiedziała,dając buziaka Erickowi,wdrapującemu się do pokoju przez okno.
-Dla Ciebie,wszystko.
-Nie schlebiaj sobie,aż tak.-powiedziała lekko się śmiejąc.Siadła na łóżku,zdając sobie sprawę że jest w samej podkoszulce i krótkich spodenkach,w których śpi.Chłopak usiadł obok niej.
-Muszę dziś pojechać do szpitala,po odebranie wyników badań.
-Będzie dobrze.-dotknęła jego dłoni.Wiedziała jak panicznie się bał,o swoje zdrowie,o to by wszystko poszło zgodnie jak mówili wcześniej lekarze.Minął już zaledwie miesiąc.-Widziałam się z Rewill...-chłopak szybko na nią spojrzał,swoimi dużymi oczami.Wyczuwalna była w nich obawa,może nawet strach ?
-Kiedy ?
-Jakiś tydzień temu.Ma kogoś.
-Pytała o coś ? Co mówiła ?-mówił siląc się na obojętność w głosie,jednak słychać było że jest podekscytowany całym tym zajściem.
-Owszem,że 'jeśli się do Ciebie zbliżę,to tego pożałuję'.
-Samy przepraszam,nie spodziewałem się że w takie tarapaty mogę cię wciągnąć..
-Ale Erick,to nie są żadne tarapaty.Po prostu ona czuje się zazdrosna.-mówiła nadal tym samym tonem.-To nic.
-Jak to kurwa nic ?! To jest dużo ! Samy Ona może cie zabić,tak samo jak próbowała zabić mnie !-zerwał się z łóżka,spoglądając jej głęboko w oczy i szybko gestykulując rękami.Dziewczyna spojrzała na niego zdziwiona.Nigdy nie przeklinał.Nigdy,aż do teraz...
-Erick uspokój się.Ogarniemy to jakoś we dwoje.-chłopak wziął głęboki wdech,zamykając oczy.
-Boję się że cię stracę...-szepnął.Uśmiechnęła się,spoglądając za okno.
Czy było możliwe,aby od teraz do już na zawsze mogła być szczęśliwa z nim ? Czy coś po prostu mogło by ich teraz zniszczyć ? Czy Rewill jest w stanie ich rozdzielić ?
Poczuła zimne wargi chłopaka na swojej szyi .Po jej ciele przeleciał przyjemny dreszcz.Świadomość że to będzie jej pierwszy raz z nim,była coraz bardziej pociągająca.Zamknęła oczy,rozkoszując się przyjemnością,poświęconą tylko i wyłącznie Erickowi.

Stali oboje przed witryną sklepu z książkami.Samy mocno gestykulowała rękami,pokazując Erickowi coraz to różniejsze okładki pięknie błyszczących książek z drogimi cenami.
-Spójrz-wskazała wskazującym palcem,na jedną z książek leżących na samym dole-To książka Marie Lu,świetnej pisarki.Chodź kupimy ją.-Zaczynała zdawać sobie sprawę,że zaczyna się zachowywać jak kobieta po 30-stu latach małżeństwa,kiedy mówi do męża zdaniami kończącymi się słowem "nam'."Kupiłam NAM piękny naszyjnik." lub "Widziałam na bazarze,śliczny płaszczyk.Byłby dla NAS idealny.". Skrzywiła się w duchu na tą myśl,ciągnąc do siebie drzwi sklepowe i wchodząc do wnętrza,wypełnionym świeżym zapachem druku.
Z siatką 'Empik' i Erickiem obok,wyszła ze sklepu,pociągając lekko nosem od kataru.39,99 zł było dla niej niczym,w porównaniu z przyjemnością delektowania się świeżą książką w dłoniach,późnymi wieczorami,z kakaem na stoliku obok.
Spojrzała gdzieś w bok.Na chwilę znieruchomiała,spoglądając sucho na chłopaka w czarnej luźnej bluzie,obok niej.Daniel.Jakim cudem znalazł się obok niej,właśnie teraz ? Trudno przewidzieć.
-Eem...Erick wybacz na chwilkę...-powiedziała z grymasem na twarzy,odchodząc na bezpieczną odległość z Danielem.-Czego ?-spojrzała na niego złowrogo,udając obojętność.Ale z drugiej strony ciekawiło ją niezmiernie,co właśnie ON ma jej do powiedzenia.
-Chciałem cię przeprosić.-powiedział spokojnie.
-Mało oryginalne..
-A jeśli dam ci dodatkowo to..?-wyjął zza pleców bukiet czerwonych róż.
-Oczekujesz,że tak po prostu bez słowa je przyjmę i będzie po sprawie ?-uniosła do góry swoje czarne brwi.-Bez wyjaśnień ?
-To nie jest tak,że ja to robię od niechcenia.Zależy mi.Na znajomości z tobą,na Tobie.Nie wiem dlaczego to robię...-pokręcił z rezygnacją głową,spoglądając w ziemię.-Ale przepraszam.Nie powinienem był wtedy za tobą iść,nie powinienem był w ogóle cię spotykać. Namieszałem.Nie oczekuję niczego więcej,tylko chcę żebyś mi powiedziała czy kiedykolwiek przez ten czas miałem u Ciebie jakieś szanse ? Choćby małe,ale czy je miałem ? Czy zależało ci na mnie ? Czy też siedziałaś nocami,patrząc się w księżyc i wymawiając moje imię...? Tylko tyle oczekuję. I zniknę. Zniknę na zawsze z twojego życia.-dziewczyna spojrzała gdzieś w bok,unikając jego spojrzenia.Nagle poczuła że ich wargi są ze sobą złączone. Nie potrafiła powiedzieć kto pierwszy się zbliżył,kto odwzajemnił pierwszy ten gest..Czuła że nie może się oprzeć jego rozgrzanym wargom,rozpływającym się po jej ustach,że nie może przestać. Zamknęła oczy,chcąc więcej i więcej.Oderwała się od niego natychmiast spoglądając w jego błękitne małe oczy.
-Tak.-szepnęła ledwo dosłyszalnie i odwracając się ruszyła w kierunku przeciwnym niż tam gdzie stał Erick.Nie wiedziała co się właśnie stało. Jakim cudem ? Przymknęła oczy,czując na policzku lekkie łaskotanie,spływającej łzy.Znów popełniała kolejny błąd,na oczach Ericka...
  • awatar Keep Going.: Kocham twojego bloga zapraszam do mnie częściej Zasze cię cenić bo twuj blog jest piękny Jak ty to robisz kocham twoje OPOWIASANIE :* Pozdrawiam oby tak dalej :)
  • awatar Fuck you, bejb.: ALE NAMIESZANE ! Cudownie skomponowane, po prostu *MEGA POMYSŁ :3* Jej, strasznie mi się podoba i nie chce konca. Ja tylko mam cichą nadzieję, że zostanmie z Danielem nooo! Ja cche daniela <3 PAMIETAJ! czekam na kolejny, wgl to przecudnie napisane jest. poprawilas bledy ortograf <3 juupi. dobra, koniec mial byc hahaha juz no <3 KOCHAM ZNOWU <3 :* AW AW AWWW ! ;3
  • awatar Karaliene♥: :o Boskie dzieło ! Ocenisz moje ,,wypociny" ?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (12) ›
 

 
Dedykacja dla:http://inna48.pinger.pl/ Dzięki że jesteś <3

Cóż pinger coraz bardziej szaleje,odkąd pamiętam nigdy nie było takich problemów,jakie są już od 2 tyg... Nie działa licznik,komentarze raz znikają raz są,wpisy się nie chcą dodawać...Czy może być gorzej ? -.- U was też tak fatalnie ? o.O
***
*Pewnie spora część z Was wolałaby Daniela,no ale wybaczcie,los chciał inaczej..*


__________________________________________
21.Wzięła głęboki wdech,czując nieprzyjemny zapach stęchlizny i brudu.Poczuła na twarzy zimną wodę. Otworzyła natychmiast oczy.Przed nią klęczał nie kto inny jak Erick.
-Co ty tu robisz ?-powiedziała,wycierając twarz,kawałkiem koszuli.
-Pomagam Ci w tej chorej sytuacji...
-Nie musiałeś.-odparła obojętnie.
-Zawsze mogłaś tam zostać z tym facetem,ale na szczęście za bardzo mi na tobie zależy...-powiedział lekko speszony.-Przepraszam. Za wszystko. -spojrzał w jej oczy.
-Nie chcę cię znać !-powiedziała głośno,patrząc na niego groźnie.
-Porozmawiajmy...
-Nie mamy o czym !
-O co Ci chodzi ? Co zrobiłem nie tak ?
-Myślałam,że znając cię tyle lat będzie inaczej ! A ty mnie wykorzystałeś,wykorzystałeś moje uczucia,nie patrząc na to jak ja to odczuje mocno...! Zrobiłeś mi nadzieję,a potem Ona...-urwała.Poczuła w oczach łzy.
-Ona ?-zapytał zdziwiony.-Czekaj.Samy jaka Ona ?-spojrzała oczami pełnymi łez,na tą jego zarozumiałą twarz.Nagle zobaczyła że chłopak się śmieje.Coraz bardziej i bardziej.
-Rzeczywiście śmieszne...-przekręciła oczami.
-Vicki to moja kuzynka ! Samy...ty jesteś zazdrosna !-spojrzała na niego zdziwiona.Poczuła,że się rumieni.Jak mogła na to nie wpaść ? No cóż...
-Erick ja...Ja nie wiedziałam że ty..-zaniemówiła,patrząc mu głęboko w oczy.Poczuła jego ciepłą dłoń na swoim policzku.Chwyciła jego rękę,mocniej przytrzymując przy twarzy.Zamknęła oczy.-Kocham Cię.-szepnęła,czując na swoich ustach jego gorące wargi.Delikatnie go objęła,czując napływ szczęścia.Była szczęśliwa.Ponad wszystko.Miała wrażenie że nic nie może już tego zniszczyć,ale jednak...Usłyszała odgłosy czyichś stóp.Oderwała się od Ericka,spoglądając w ciemność.Poczuła jak ją obejmuje:troskliwie i opiekuńczo.Pewnym ruchem i spokojnym oddechem na jej szyi.W bladym świetle zobaczyła Dave i utykającą Cassie. Szybko wstała i podbiegła do niej,mocno zatapiając się w jej ramionach.-Dziękuję..-spojrzała na brata.
-Szybko,szybko,szybko ! Nie mamy czasu !-dobiegł ich głos Ericka.Szybko ruszyli w jego stronę.Długimi,krętymi schodkami wdrapali się do klubu.Było pusto.Nie było żadnych ludzi,prócz policjantów.
-Kto ich tu wezwał ?!-krzyknęła przerażona dziewczyna.
-Samy spokojnie,nie było innego wyjścia.-uspokoił ją Dave.
-Czy ty oszalałeś ? Jednocześnie wkopałeś Cassie !-pokazała ręką na przyjaciółkę,która podtrzymywała się na ramieniu Ericka.Odpowiedziała jej cisza,a po chwili odgłosy radiowozów,wytrąciły ją z równowagi.Była jednocześnie zła na brata,a zarazem wdzięczna mu za pomoc.Skąd wiedział,że powinien powiadomić Ericka ?
Wyszli we czwórkę na zewnątrz,czując że oślepiają ich światła radiowozów.

Wysiedli z radiowozu,przed dom.Dave chwycił lekko dłoń siostry,patrząc przed siebie.
-Wytłumaczę Cię,nie martw się...Ale po raz ostatni,ratuję ci tyłek.-dobiegł ją jego głos.Był stanowczy,zły,ale jednocześnie się o nią martwił i troszczył.Weszli do mieszkania,natykając się na ojca i Nicol.
-Co to za radiowozy ? Co to wszystko ma znaczyć ?!
-Był pewien napad w klubie,obok którego przechodziliśmy,musieli nas przesłuchać...-powiedział spokojnie Dave,odwieszając cienką kurtkę na wieszak.
-Macie oboje szlaban na tydzień. Nigdzie się nie ruszacie z domu i nikt was nie odwiedza !-powiedziała surowo Nicol. Były plusy rozmów z nimi,zawsze od razu mówili do rzeczy konkretnie że mają szlaban,a nie roztrząsali sprawę i wywlekali na wierzch niepotrzebne sytuacje.Doskonale rozumieli własne dzieci,gdyż kiedyś podobnie się zachowywali.Ale żadne z nich nigdy się do tego nie przyzna...
Samy przekręciła teatralnie oczami i ruszyła w stronę pokoju.Dochodziła 1 w nocy.Położyła się na łóżku zamykając oczy i lekko się uśmiechając do siebie,przypominając sobie zapach i dotyk ust Ericka na sobie.
  • awatar ยรzคtкค :3: Jestt!! :D Mówiłam że Erick lepszy! Ale dziwne te jej fochy, od razu wiadomo że ją kochał, jak dla mnie..
  • awatar MADA FAKA DŻENTELMEN :* .: Zawsze chciałam by Erick i samy byli razem! Mega xD A szlaban za co??
  • awatar Kto czyta książki, żyje podwójnie !: Maała! Nie denerwuj mnie :P. Uwielbiam twoje komentarze, za każdym razem wyczekuję twojej opinii. Chcę więcej takich komentarzy jak dziś, oczywiście jak sobie zasłużę. :) Dziękuję : *
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (14) ›
 

 
Dedykacja dla: http://fuckdream.pinger.pl/ kochanie jesteś wielka.

Myślę,że po przeczytaniu,zrozumiecie o co chodziło w ostatnim rozdziale Cassie. A co do Samy to jeszcze trochę was potrzymam w niepewności kogo wybierze.
Zbliżamy się ku końcowi pyśki
_______________________________
20.W mgnieniu oka jak gdyby nigdy nic pojawiły się znów na sali,pełnej tańczących osób.Wyszły na zewnątrz,wsiadając do auta.Chwilę jechały w milczeniu,po czym Samy starając sie zachować spokojny ton głosu spojrzała na przyjaciółkę.
-Możesz mi to wszystko wyjaśnić Cassie ?-dziewczyna oparła ciężko dłonie na kierownicy,nadal nie odrywając wzroku od drogi,jakby nie słyszała pytania.-Cassie...
-Co mam Ci znów wyjaśniać ?
-Co to za facet ? Kim On jest ? O czym Wy rozmawialiście ?
-To nieistotne.-powiedziała Cassie spokojnie.
-Owszem istotne.On mówił o mnie!-dziewczyna podniosła lekko głos,nadal nie odrywając wzroku od przyjaciółki.
-Wysiadaj.-dziewczyna zatrzymała samochód,tuż przed jej domem,spoglądając na drzwi.
-Odpowiedz.
-Nie Twój interes.-warknęła.
-Nigdzie z Tobą tam nie pójdę,dopóki mi nie powiesz.-odparła stanowczo Samy.Wdziała jak jej przyjaciółka bije się z myślami,czy powiedzieć prawdę czy nie. Pomimo że starała się zachować spokój i opanowanie w stosunku do Niej.-To kolejne używki,prawda ?-spojrzała na jej torebkę,w której znajdowała się paczuszka od mężczyzny z klubu.Musiała samodzielnie wyciągnąć cokolwiek od dziewczyny gdyż ta by jej sama nie powiedziała. Przynajmniej nie teraz.-Dobra.Nieważne. Do zobaczenia!-chwyciła za klamkę i wysiadła z auta.W końcu Cassie i tak prędzej czy później do niej przyjdzie z tym by się wytłumaczyć. W innym wypadku nie miała by jak jej tam zaprowadzić do klubu. Chyba że boi się jej reakcji? Pozostawało jej czekać.
Weszła do pokoju.Dochodziła 18.Na łóżku siedział Erick.Od razu się zerwał gdy tylko dziewczyna weszła do pokoju.
-Co Ty tu robisz ?!-wrzasnęła.
-Samy,uspokój się,ja chciałem...
-Masz odwagę tu jeszcze przychodzić,po tym wszystkim ?!-rzuciła się w jego kierunku,usiłując Go wypchnąć z pokoju.
-Po czym ?-oparł się plecami o drzwi,nie pozwalając Samy na to by go wyrzuciła z pomieszczenia.Dziewczyna spojrzała gdzieś w bok.Erick chwycił delikatnie jej podbródek spoglądając w jej czarne oczy.
-Wynoś się stąd !-krzyknęła ponownie chcąc go wyrzucić.Chłopak wyglądał jakby się poddał,gdyż z łatwością pozwolił na to wszystko.Odpuścił ?Wszystko stawało się bezsensowne,wszystko traciło nadzieję na cokolwiek.Samy siadła na parapecie obserwując jak chłopak odchodzi z domu.Spojrzał w jej okno.Odwróciła głowę,opierając się o ścianę.Czyżby Go straciła ? Co miała robić,by nie stracić równocześnie Jego i Cassie ? A Daniel ? To wszystko ją przerastało...


-Pokłóciłaś się z Erickiem ?-do pokoju wparował jej starszy brat Dave.Spojrzała na Niego z ukosa.
-Co ?-spytała bezmyślnie.Wparował tu bez żadnego zaproszenia i gadał dziwne rzeczy od progu.
-Pytam się czy pokłóciłaś się z Erickiem ?
-Skąd ten pomysł ?
-Hmm..wiesz wcale nie zauważyłem że prawie od tygodnia On sterczy pod Twoimi drzwiami i lamentuje,a ty mu nie otwierasz...
-To po co się głupio pytasz,jak wiesz...?-spojrzała na niego ironicznie.Chłopak wzruszył ramionami i wyjął zza pleców bukiet czerwonych róż.
-Od Niego.-powiedział prawie szeptem.Dziewczyna utkwiła wzrok w bukiecie. To był już czwarty w tym tygodniu. Mógłby znaleźć inny sposób na wyjaśnienia i przeprosiny.
-Zabierz to.-powiedziała stanowczo,spoglądając za okno.
-Ale..
-Wynoś się ! -krzyknęła,rzucając książką w drzwi,za którymi zniknął Dave.Odetchnęła głęboko i spokojnie.Zamknęła oczy i oparła głowę o poduszkę.

Obudził ją śpiew ptaka za oknem.Otworzyła oczy i na raz się zerwała.
-Długo tu siedzisz ?-zapytała zdziwiona,spoglądając na przyjaciółkę.
-Z jakąś godzinę...
-Czemu mnie nie obudziłaś ?!-Cassie wzruszyła ramionami,spoglądając na swoje dłonie.
-Muszę z Tobą porozmawiać...-zaczęła cicho.-Nie wiem dlaczego robię to w ostatniej chwili,ale...nie potrafię sobie sama z tym poradzić,więc chyba..nie..nie wiem...-zaczęła się plątać w słowach.Widać było jej ciężko.Samy od razu wiedziała o czym chce gadać. Usiadła wygodnie po turecku i zaczęła cierpliwie słuchać o czym mówiła jej przyjaciółka.-To jest diler narkotyków,kupuję od niego już całkiem długo używki,ale wiesz że ostatnio miałam problemy z kasą,nie miałam jak mu zapłacić,zadłużyłam się...To nie takie łatwe jak myślałam.Zaczęłam brać,bo było m lepiej,bo..-po jej policzku spłynęła łza-..cholerne życie ! To nie tak miało wyglądać.Brałam bo byłam pewna że jestem silna,że się nie uzależnię.Rozumiesz ?! Byłam tego tak pewna,jak ta ostatnia idiotka...-pokręciła z rezygnacją głową-I się zaczęło. Nie miałam kasy,długi i ten cholerny facet powiedział mi że jeśli przy najbliższym spotkaniu mu nie zapłacę,to mocno pożałuję.Wiesz byłam młoda,nie wiedziałam na co się gotuję. Taka smarkula. Co ja mogłam wiedzieć parę lat temu ?! Nic...-plątała tak słowami,że trudno było ją zrozumieć.-Podpisałam umowę..Nie wiem dlaczego to zrobiłam. Dla narkotyków wszystko.Boże..! A Ty..Ty mi byłaś potrzebna,bo oni mnie obserwowali,obserwują cały czas. Wiedzą o mnie wszystko..Wszytko ! Powiedzieli że mam z Tobą przyjść.Cholera ich wie,po prostu ten idiota chce Ciebie.Przepraszam,ja nie myślę..wiem..to zbyt trudne..Nie potrafię już niczego...niczego już ne potrafię..Tyle.Wybacz.-ryczała już na dobre.Samy mocno ją przytuliła.Nie spodziewała się że jest ta ciężko z jej Cassie !-Tylko wiesz..Jest pewien problem.On chce nas widzieć dzisiaj wieczorem w tym podziemiu.-zamilkły obie,wsłuchując się w tykanie zegarka.
-No więc cóż...-zaczęła Samy-Damy razem radę.-uśmiechnęła się pocieszająco,choć poczuła pewnego rodzaju strach przed tym co może się wydarzyć.

Musiały wszystko dobrze zaplanować.
-Dave,to ważne.-Samy nadaremnie stała pukając do drzwi pokoju brata.Cisza.-Dave przepraszam. Naprawdę ! Ale to pilne...-powiedziała zrezygnowana.Spojrzała na przyjaciółkę,opartą o ścianę obok.Po chwili zgrzytnął kluczyk i w drzwiach stanął chłopak.
-Czyżby ? Jak masz problem,to idziesz do mnie...?!
-Dave,no przepraszam.-Samy rzuciła mu się na szyję.Musiała się poświęcić,by przekonać brata do rozmowy.Nienawidziła przymilać się do brata !
-Co jest...?-odparł lekko znudzony,już tą całą sytuacją.
-Wychodzimy.Obie..i jeśli nie wrócimy za dwie godziny,to masz kogoś powiadomić i iść do podziemi klubu 'Victoria' dobrze ?-Cassie spojrzała z nadzieją na Dave.
-W co wyście się wpakowały ?-chłopak lekko zmrużył oczy.
-Pamiętaj. Za dwie godziny !-powiedziała Samy zbiegając po schodach.Nie musiały czekać na odpowiedź. Doskonale wiedziały,że się zgodzi. Dave od zawsze bronił Samy jak oka w mgnieniu.Siostrzyczka,na dodatek młodsza i często pakująca się w problemy,to był wystarczający powód by tak się zachowywać na jego miejscu.Samy lekko się do siebie uśmiechnęła,biegnąc w stronę samochodu.Jednak są plusy mając rodzeństwo !


Dobrze znanymi schodkami obie dziewczyny zeszły na dół.Samy czuła,że to nie jest dobry pomysł,jednak coś je tam ciągnęło. Cassie musiała tam pójść,w innym wypadku szalony mężczyzna zabiłby kogoś z bliskich,lub nie wiadomo co gorsza !
Cassie zapukała do drzwi,a po chwili pomruk,zaprosił je do wnętrza.
-Masz ?-dobiegł ją niski,chrypliwy głos mężczyzny.
-Nie,ale to się więcej nie powtórzy !-zapewniała dziewczyna.Mężczyzna pstryknął palcami i dwaj obcy mężczyźni stojący pod ścianą podeszli do Cassie chwytając ja za ręce.Zaczęła krzyczeć i wyrywać sie.Samy nie wiedziała co ma robić. Uciekać,krzyczeć,pomóc jej,biec po pomoc ? Tak dużo się działo w jednej chwili.
-Biegnij !-ostatnie słowo jakie wydusiła z siebie Cassie,znikając z dwoma mężczyznami za drzwiami.Samy drgnęła,czując na sobie mocne objęcie.Cichy pomruk,przeszył ją na zewnątrz.Oddech na szyi,był umiarkowany i spokojny.Mężczyzna budził w niej lęk.Zamknęła oczy,przygryzając ze strachu wargę.Poczuła na swoim ciele jego gorące dłonie,nie znające granic.Wiedziała że już nie ma ucieczki.
Cofnęła się,opierając o ścianę obok drzwi.Oddychała ciężko.Czuła,że zaraz zabraknie jej powietrza,że straci przytomność.Ciemności tu panujące,były nadmiernie sprzyjające temu wszystkiemu.Mężczyzna zrobił krok by do niej podejść.Dotknął swoją dłonią jej policzka.Było zbyt ciemno,by zobaczyć jego twarz,ale wiele można było teraz dać że uśmiechał się szyderczo. Miał pewnego rodzaju satysfakcję. Ale z czego ?
Usłyszała dość duży huk otwieranych drzwi.Poczuła jak osuwa się na ziemię.Jak traci kontrolę z rzeczywistością.W myślach już wyklinała,że tu przyszła.Ostatni raz zobaczyła zarys dwóch postaci,przed sobą i doskonale jej znany głos.Zamknęła oczy,czując dotyk zimnych ust na swoim czole,a następnie zapadła w głęboką otchłań.Ciemną i bez końca.
  • awatar † ยรzคtкค †: Sammy jaki bulwers xd Ale powinni się pogodzić, ona musi być z Erickiem *o*
  • awatar MADA FAKA DŻENTELMEN :* .: O Boże! Masakra! Wiesz jak ja się tu wystraszyłam!!! Boże co z Cassie? i matko z Erickiem ta kłótnia ♥
  • awatar муѕzкα ♥: Zajebiste! Myślałam, że ją zgwałci.. Cieszę się, że dziewczyny sb wszystko wyjaśniły. Eric słodki, niech mu wybaczy :D Mega, mega, mega <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (10) ›
 

 
Dedykacja dla mojej ukochanej:http://justysia210.pinger.pl/
______________________________________
19.Stanęła przed dużym lustrem oglądając swoje efekty godzinnych starań. Miała na sobie czarną koszulę i czarne leginsy,na nogach widniały martensy.Włosy miała związane luźno w koka,a na twarzy widniał mocny makijaż,zakrywający jej sine powieki,od nieprzespanej nocy i zmęczenia.Uśmiechnęła się sucho.Było idealnie. Prawie idealnie. Brakowało...
-Gotowa ?-do pokoju weszła Cassie. Była ubrana w pełni wyzywająco.Dziewczyna kiwnęła potwierdzająco głową. Były umówione,a właściwie Cassie była umówiona z jakimś znajomym.Po jaką cholerę ciągnęła ją tam za sobą ? Nie wiedziała,ale oczywiście przyjaciółka nie pozostawiała jej innego wyboru.
Wsiadły do czerwonego Alfa Romeo i ruszył z pod domu w kierunku centrum miasta.Po 15 minutach zatrzymały sie pod klubem 'Victoria'.Ruszyły wolnym krokiem do wnętrza budynku,przepełnionego papierosowym dymem i oparami alkoholu.
Obie siadły przy barze,prosząc o drinki.
-Nie szukasz Go ?-powiedziała Samy dosyć głośno,by przekrzyczeć muzykę.
-Po co? Jak będzie chciał mnie znaleźć,to podejdzie.-odparła obojętnie Cassie.O dziwo jej słowa zabrzmiały dość przekonująco.Może Samy powinna tak samo potraktować swoje problemy ? Może jeśli przymknie oko na to wszystko i stanie się bardziej obojętna,to będzie lepiej ? Może było trochę racji w słowach Cassie,kiedy mówiła że jeśli jakiemuś chłopakowi będzie zależeć,to się będzie starać ?
Kątem oka Samy zauważyła jak do przyjaciółki podszedł jakiś chłopak na oko 26-letni.Nic nie mówił,ale zauważając reakcję Cassie,doskonale wiedziała o co mu chodzi i kim on jest. Widocznie był to ten,na którego czekały,bo dziewczyna wstała i ruszyła przez tłum w ślad za Nim. Samy ruszyła za Nią. Przeciskały się przez tłum,idąc w nieznanym kierunku. Miała wrażenie jakby chodziła w kółko,mijając ciągle te same osoby.Chłopak zniknął gdzieś z jej pola widzenia. Ledwo widziała Cassie.
Szły wąskimi,kręconymi schodkami w dół.Długie i metalowe schodki wydawały się nie mieć końca.Na samym dole znajdował się długi ciemno oświetlony korytarz.Muzyka z góry dochodziła tu ledwo,ale dosyć dobrze słychać było ciężkie basy.Rozejrzała się lekko dookoła,usiłując cokolwiek zobaczyć.Dobiegły ją ciche ciężkie oddechy i lekki szmer.Spojrzała w bok. Pod jedną ze ścian leżała półnaga dziewczyna z jakimś upitym chłopakiem.Samy szła za Cassie,wydającą się jakby znała już doskonale to miejsce od dawna. Owy mężczyzna gdzieś zniknął.Wąski długi korytarz,bez końca.Im dalej szły tym bardziej cichła muzyka i coraz mniej widniało drzwi po bokach.Światło było gdzieniegdzie bardzo blade.Kto normalny tędy by chodził ? Widać gości tu było niewiele, w innym wypadku w takich ciemnościach można by się było zabić,idąc tym nieznanym korytarzem.W końcu gdzieś skręciły w prawo,w jeszcze ciemniejszy zaułek.Odruchowo Samy się odwróciła. Nikogo za nimi nie było.
-Cassie gdzie my idziemy ?-odpowiedziała jej cisza.Co się działo?Muzyka tutaj już całkiem ucichła.Zatrzymały się przed niewielkimi drzwiami,lekko różniącymi się od pozostałych.Chwilę stały w milczeniu,po czym ledwo dosłyszalny pomruk dał znać,by weszły do środka.
Było to niewielkie pomieszczenie,ciemne z każdych stron.Naprzeciwko stało nieduże biurko,na którym siedziała szczupła,zgrabna dziewczyna,ubrana wyzywająco i czekająca na rozkazy bądź zlecenia.Za biurkiem siedziała ciemna postać. Nie widać było twarzy,było tu zbyt ciemno.
-Masz ?-dobiegł ją niski głos. Cassie kiwnęła głową.
-Następnym razem na pewno.-mężczyzna skinął głową,po czym młoda dziewczyna wstała z biurka i podała Cassie niewielką paczuszkę.
-Jeśli za tydzień nie dostarczysz mi kasy...Dopilnuję by nasza umowa się wypełniła.-niski chrypliwy głos,był lekko zdenerwowany.Cassie miała pełne błyskotliwości oczy.-A ta?-kiwnął głową w stronę Samy.
-Nic nie powie.
-Skąd ta pewność?-usłyszała natychmiastowe pytanie.
-Dopilnuję już tego...-zapadło milczenie.Samy czuła jak jej serce bije coraz mocniej.Mężczyzna wstał i podszedł do Niej,lekko utykając.Jego twarz nadal była niewidoczna.Te cholerne ciemności.Samy poczuła jego dłoń na swoim podbródku.Przeleciały ją mimowolne ciarki.
-Była by idealna.-jego głos był jeszcze bardziej budzący lęk,gdy stał tuż obok niej.
-Zapewniam,że to nie jest najlepszy pomysł.-odezwała się znów Cassie.Jej głos był pewny i opanowany.Mężczyzna dotknął jej włosów,powoli zjeżdżając swoją dłonią ku jej biodrom.Samy natychmiast chwyciła jego rękę by go powstrzymać.Mężczyzna głucho się zaśmiał.Samy spojrzała na niego usiłując zachować spokój.
-Idealna...idealna...-powtórzył mężczyzna.-Za tydzień:kasa i ona-kiwnął w kierunku Samy,otwierając następnie drzwi by mogły wyjść.

*Przeczytałeś ? Zostaw po sobie ślad !*

Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (12) ›
 

 
I jeszcze *7 faktów o mnie*
Nominowała mnie : http://little.stars.pinger.pl/
(piszemy 7 faktów o sobie,następnie nominujemy kolejne 7 osób) Ta-Dam !
Tak więc,chwila z mojego fascynującego życia:
1.Uwielbiam czytać książki,zatracać się bezgranicznie w tych literkach z herbatą w dłoni !
2.Kocham wspinaczkę.
3.Podobno strasznie szybko mówię.
4.Mam 3 najlepsze przyjaciółki.
5.Mało interesuje mnie zdanie innych na mój temat,gdyż przede wszystkim liczy się dla mnie słowo przyjaciół,najbliższych,jednak biorę wszystko pod uwagę.
6.Nie znoszę bezpodstawnego chamstwa.
7.Nienawidzę świąt-tej sztucznej atmosfery i w ogóle.
~&~
Nominuję:
1.http://malinowa.slodycz.pinger.pl/
2.http://justysia210.pinger.pl/
3.http://kiniuaa.pinger.pl/
4.http://madzaalena.pinger.pl/
5.http://fuckdream.pinger.pl/
6.http://wiecznasamotnosc.pinger.pl/
7.http://fuck12.pinger.pl/
  • awatar ยรzคtкค :3: łącze się z tobą w 1,3,4,5 i 7 punkcie :D
  • awatar MY MIDDLE FINGER LIKES YOU: ej dzieki :*
  • awatar Fuck you, bejb.: hmm. napiszę tu ;3 1. jestem cholernie wredna i niektórzy nie potrafią tego znieść xd 2. potrafię nieźle narozrabiać, bo jestem tak jakby fajtłapą, wszędzie mnie pełno XD 3. nie mam ul. książki, filmu, bądź zespołu, czy piosenki. 4. mam mniejszą siostrę, często jej dokuczam ^^ ma 4 latka ;d 5. kocham tańczyć i tak dobrze się z tym czuję. 6. mam 3 naj. przyj. 7. hmm..w dupie mam w sumię co o mnie mówią, czy coś. ale nauczyłam się brać do serca zdanie innych. zależy w czym ono się dla mnie liczy ;3 DZIĘKI :3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

miloscnazawsze
 
justysia210
 
Kiedy kolejny rozdział ? *,* Czekam tu noo.
 

 
18.Samy leżała patrząc sie w sufit,przykryta po samą szyję kołdrą. Na dworze panował znów upał,a Ona musiała leżeć w tym cholernym łóżku.Dochodziła 13,słońce coraz bardziej raziło ją w oczy.Do pokoju weszła Cassie.
-Hej skarbie.Jak się czujesz ?
-Mówiłam już że dobrze,po co mnie tu trzymasz...?
-Nie denerwuj się tak,jutro będziesz mogła już normalnie funkcjonować. Ah był Erick,ale nie chciałam Cię budzić,więc sama z nim przegadałam trochę. Nigdy nie widziałam go tak przerażonego. On się o Ciebie martwi Samy,martwi !
-Niech się do mnie nie zbliża !-warknęła dziewczyna.
-Ehh głuptasie. Musicie sobie to prędzej czy później wyjaśnić...
-Nie będe mu nic wyjaśniać ! To skończony sukinsyn !-dziewczyna spojrzała na nią zdziwiona jej zachowaniem.
-Masz,poczytaj coś,może ci przejdzie...-przyjaciółka podała jej stosik ulubionych książek,wychodząc z pokoju.Samy odprowadziła ją wzrokiem.Chwyciła w swoje dłonie pierwszą książkę. Władcy Pierścieni.Otworzyła na pierwszej stronie.Czytała to już po raz kolejny w swoim życiu.Przeleciała wzrokiem po zdaniach,stwierdzając że nie da się skupić na czytaniu.Była zbyt zmęczona.Życiem.Ludźmi.
Przymknęła lekko oczy,chcąc nie myśleć o Ericku i Danielu.Stała nad potężnym wyborem. Czuła że obaj są wyjątkowi na swój sposób. Jednak w Danielu było coś,co ją przyciągało mimowolnie. A Erick,cóż-znała go od dawna,jak własnego brata bliźniaka. Wiedziała o Nim wszystko. Może właśnie to to sprawiało że Daniel bardziej ją pociągał,gdyż był bardziej tajemniczy i nieznany.

Stała wtulona w Ericka. Czuła że ma go tylko dla siebie,że ma to szczęście którego jej brak.Otworzyła oczy,widząc na schodach młodą,szczupłą,brunetkę w samym ręczniku.Młoda spojrzała na Nią przestraszonym wzrokiem,który po chwili przerodził się w spojrzenie pełne dumy i słów "On należy do mnie !".Samy natychmiast oderwała się od Ericka,patrząc złowrogo na jej twarz.Chłopak był skończonym dupkiem.Jak mógł jej to zrobić ?! Młoda dziewczyna podeszła do Ericka i owijając się wokół niego zaczęła go namiętnie całować. Samy przygryzła mocno wargę,czując jak mocno bije jej serce. Nie mogła się ruszyć z miejsca.Coś ją trzymało w miejscu.Miała wrażenie jakby Erick jej nie zauważał,jednak On po chwili spojrzał na Nią uśmiechnięty i powiedział:
-Dołącz się Samy.Ciebie również kocham !-Dziewczyna nie przestawała Go całować,nie zważając na stojącą obok Samy.Chłopak stał szeroko uśmiechnięty,czekając aż Ona do Niego podejdzie.
-Kocham Cię Samy,kocham Cię...!-dobiegły ją ostatnie słowa Ericka.

Zerwała się przerażona z łóżka.Ciężko oddychała,rozglądając się po pokoju.W głowie ciągle brzmiały jej ostatnie słowa Ericka.To tylko sen,zwykły sen...Poczuła jednak w swoich oczach łzy,które zaczęły spływać strużkami po jej rozgrzanej twarzy.Dziewczyna wstała i weszła do łazienki.Stanęła przed lustrem,ilustrując swoją twarz. Co takiego było z Nią nie tak,że Erick jej to zrobił ? Że ją zostawił ? Oszukał ? Musiało być jakieś sensowne wyjaśnienie tego wszystkiego,w końcu znała go zbyt długo,zbyt dobrze,by ot tak nagle On zrobił coś tak nierozsądnego.Owszem ludzie się zmieniają,ale żeby aż tak ?
Opłukała rozpłomienioną twarz zimną wodą.Był środek nocy.Kolejny koszmar. Bała się zasnąć,by znów przeżywać ten widok tej paskudnej dziewczyny !
Wróciła do pokoju,siadając na swoim ulubionym parapecie.Czuła że sama w sobie się zmienia. Jak staje sie bardziej otwarta na ludzi i coraz mniej obojętna na świat. Stawała się taka jak dawniej. Coraz mniej oschła i niemiła.Tylko czy to wszystko sprawiało,że to była poprawna i korzystna dla niej metamorfoza ? Czuła jak opuszczają ją wszyscy których kocha. Którzy są jej potrzebni. Bez których nie da rady żyć !
*Przeczytałeś ? Zostaw po sobie ślad !*
I jak ?
  • awatar † ยรzคtкค †: takie powodzenie u chłopaków :P ale powinna wybrać Ericka !! to co piszesz bardzo wciąga<3 nie przestawaj
  • awatar No cry...: Genialny. Uwielbiam ten moment kiedy wchodzę na Twojego bloga i widzę kolejny rozdział to opowiadanie jest świetne :)
  • awatar Breathe Carolina PL: KOCHAM <3 muszę przeczytać poprzednie <3 zapraszam do mnie ja też piszę :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (13) ›
 

 
Dedykacja dla: I'm not a princess.(http://kiniuaa.pinger.pl/)
*Wpadajcie na jej bloga,jest nowa,przyda jej się kilka miłych komentarzy,może rad..*
_____________________________________________
17.Oderwała się od Ericka.Ten spojrzał na nią jeszcze bardziej dziwnie.Dziewczyna spojrzała na Niego wzrokiem pełnym wściekłości. Spoliczkowała go i odwróciła się szybko za siebie.Erick przyłożył dłoń do swojego czerwonego policzka.
-Samy !-krzyknął za dziewczyną,która już biegła w innym kierunku. Co się działo ? Bał się. Bał się coraz bardziej o jej stan psychiczny. Najpierw przybiegła cała zziajana i przemoczona,a po paru minutach ucieka. Co gorsza przed Nim.Nie mógł tak po prostu pozwolić jej teraz odejść. Zniknąć. Zbyt mocno ją kochał.Czuł się zobowiązany,zaopiekować się nią,teraz,natychmiast.
Dziewczyna w szybkim tempie,skręcała w różne uliczki,chcąc go najwidoczniej zgubić gdzieś pomiędzy nimi.Wbiegła w ciemny zaułek i drżącymi dłońmi dopadła ściany. Mocno przycisnęła swoje ciało do lepkiego i zimnego muru,wstrzymując oddech. Czy to było normalne że czuła się zazdrosna o kogoś kto nawet nie był jej ? O kogoś kto być może ją zdradził ? Absurd. Pół naga dziewczyna w jego mieszkaniu (zważając na fakt,że od ponad 2 lat mieszka tam sam) mogła oznaczać tylko jedno. Poczuła łzy w oczach. Kątem oka zobaczyła,że Erick minął zaułek w którym była.Opadła na mokrą ziemię,chowając twarz w dłoniach. Chciała wymazać z pamięci widok tej dziewczyny. Natychmiast ! Już ! Teraz !
Czuła się załamana,dobita i pełna nienawiści do świata. Była pokłócona ze wszystkimi najważniejszymi dla niej osobami,które w chwili obecnej ją otaczały.Najpierw Cassie,potem Daniel i teraz jeszcze Erick. Myliła się. Myliła się co do Niego. Zaufała mu jak ta pierwsza lepsza idiotka. Po tylu latach...Narobił jej nadziei,mówił że ją kocha,a w mieszkaniu...Pokręciła szybko głową,chcąc wyrzucić z niej te przeklęte myśli.

Nacisnęła klamkę drzwi,wchodząc do domu.W progu już czekała na nią Nicol. Zapowiadało się na kolejną nie przyjemną rozmowę dzisiaj.
-Gdzie masz te zakupy ?-zamarła. Co miała jej teraz powiedzieć ?-Samy ?
-Nie mam.
-Jak to nie masz ?! Na dworze leje,wracasz 2 godziny później i bez zakupów o które prosiłam !-Nicol była nieźle wkurzona,choć widać że chciała zachować spokój.Samy minęła ją szybko i weszła do swojego pokoju. Nie miało nic większego sensu. Spojrzała na telefon. 7 nieodebranych połączeń od Ymy'ego,15 od Cassie,5 od Nicol, 10 od Ericka,4 od Daniela i jedno od Dave'a.Zamknęła oczy i zaczęła się wsłuchiwać w stukot kropli o szybę. Nie miała już tego entuzjazmu który planowała na samym początku dnia. Wszystko przez tą cholerną Rewill. Gdyby nie Ona,Daniel by jej nie spotkał,nie pocałował i nie musiała by niepotrzebnie iść do domu Ericka by widzieć to co widzieć !
Ten dzień mogła z drżącym głosem mogła zaliczyć do nieudanych.

Otworzyła oczy.Był środek nocy.Deszcz powoli ustępował.Przekręciła się na drugi bok,spoglądając przed siebie.Pokój był skąpany w ciemnościach.Nie mogła zasnąć,na darmo wiercąc się na łóżku.Ciągle miała w głowie widok tej dziewczyny u Niego w domu.Wypuściła głośno i powoli powietrze z płuc i zamknęła oczy.Wsłuchiwała się w podmuchy wiatru za oknem.Z trudem zasnęła...

Usiadła na łóżku nadal nie otwierając oczu.Czuła się zmęczona,nie przespaną nocą.Wstała kierując się do łazienki.Potknęła sie w między czasie i runęła na podłogę.Szybko się odwróciła wściekła.
-Co jest do chol...Cassie ?-spojrzała z otwartymi szeroko oczami.Jej przyjaciółka leżała śpiąca na podłodze.Wyglądała na lekko zmęczona podróżą.Być może równie dobrze teraz jej się to śniło.Dlaczego tu spała ? Jak się dostała do mieszkania ? Dlaczego nie była na Wyspach Kanaryjskich ?Samy po cichu wstała i omijając przyjaciółkę ruszyła w stronę łazienki. Weszła pod zimny prysznic,by lepiej się dobudzić. Po nieprzespanej nocy zaczynała mieć już zwidy. Pół nocy we łzach i pół z koszmarami. Horror. Istny horror. Ubrała się pośpiesznie i weszła do pokoju z nadzieją że to wszystko co widziała kilka minut temu było zwykłym senem. Stanęła jak wryta. Nikogo nie było,rzeczy również zniknęły. Ziewnęła,lekko zdziwiona. Skierowała się w stronę okna. Na dworze nie było śladu po jakimkolwiek deszczu. Upał znów doskwierał.Otworzyła okno i odwróciła się za siebie. Odskoczyła na bok.
-Co ty taka niewyraźna ?-zaśmiała się Cassie. Samy spojrzała na nią uważnie. Nie była nadal pewna czy to jej się śni,czy to już jawa. -Samy,co się dzieje ?-podeszła do niej przyjaciółka.
-To sen tak ? Ty jesteś na Wyspach Kanaryjskich przecież...-powiedziała siadając na łóżku i spoglądając na dziewczynę. Cassie cicho się zaśmiała.
-Nie skarbie,to nie sen. Chyba nie najlepiej z Tobą,masz zmierz temperaturę.-podała jej termometr.- Gdzie ty się wczoraj pałętałaś ? Erick zadzwonił do mnie wczoraj,że gdzieś zniknęłaś i byłaś w fatalnym stanie...Możesz mi to wytłumaczyć ?
-To nie powód byś tu przyjeżdżała.-syknęła Samy.-Niech Ci sam wytłumaczy.
-Nie ma pojęcia o co Ci chodziło.
-Doprawdy ?-dziewczyna udała zdziwienie.
-No proszę. 38,5 stopni gorączki !-Cassie spojrzała z grymasem na przyjaciółkę.-Będziesz musiała się wychorować.
-Na pewno !
-Spokojnie...Dwa,trzy dni góra ! Dasz radę.-uśmiechnęła się pocieszająco Cassie.-Co się wydarzyło wczoraj ?-siadła obok Niej.Dziewczyna nie odpowiedziała. Nawet nie miała zamiaru. Przerosło ją to wszystko. Wszystko wszystkim komplikowała swoją osobą.
-Zmarnowałaś sobie tydzień wakacji,by tu przyjechać..bezpodstawnie !
-Erick był tak wystraszony,kiedy do mnie dzwonił,że nie miałam innego wyjścia.Zresztą parę dni wcześniej dzwonił Ymy...Zerwaliście podobno.Przykro mi.
-Nie chcę o tym gadać. Nie chcę o niczym gadać. Muszę przemyśleć wszystko. Sama też bym sobie dała radę...-powiedziała czując mocne objęcie Cassie na swoim ciele. Cieszyła się że ma ją obok siebie. Ale czuła też poczucie winy,że musiała opuszczać wakacje,tylko dla niej. Namieszała...
-Jesteś jeszcze na mnie zła za to,że Ci nie powiedziałam o Ericku ?-spojrzała w błękitne oczy przyjaciółki.Uśmiechnęła się promiennie.
-Jasne że nie !-jedna osoba była już z głowy.Teraz wystarczyło pogodzić się z Danielem i Erickiem,choć doskonale wiedziała że to nie będzie wcale takie proste.
*Przeczytałeś ? Zostaw po sobie ślad !*
  • awatar † ยรzคtкค †: też pisałam kiedyś książkę, ale zrezygnowałam, dzięki tobie wróciła mi chęć do pisania :* a ty piszesz świetnie, marzenia powinny się spełniać a ty powinnaś wydać książke :D
  • awatar Expirion †: A i jakbyś mogła daj znać,jak już przeczytasz moje odp. do Cb, bo chciałabym usunąć te komentarze,żeby nie zalegały jako 'dodatkowe'. Okej ? :3
  • awatar Expirion †: +przecież nie będę latać od jednego bloga do drugiego co 5 min. xd
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (16) ›
 

 
16.Obudził ją sygnał sms'a. Dochodziła 24 w nocy.Otworzyła wiadomość i zobaczyła krótkie 'Dobranoc ;*' od Daniela.Uśmiechnęła się lekko i zabrała się za odpisywanie z otwartym jednym okiem,gdyż światło w ciemności było niesamowicie rażące.

Na dworze panował kolejny upalny dzień.Zmuszona wyjściem do sklepu,przez Nicol-Samy szła leniwym krokiem,mrużąc oczy od jasnych promieni słonecznych.Można było pójść wieczorem po te cholerne zakupy,a teraz zamówić pizze,a nie pchać się na ten 30-stopniowy żar i tłum ludzi spieszących do pracy.Cóż za ironia losu !
Wychodząc ze sklepu,niosła 2 siatki zakupów.Miejskie drogi są tak świetne,że nawet o zwykły chodnik można sobie wybić zęby. Stało się. Runęła jak długa na gorące płytki włącznie z zakupami.Zerwała się szybko,rozglądając się czy nikt nie widział tego żałosnego upadku.Zaczęła szybko zbierać porozrzucane produkty. Usłyszała nad sobą śmiech,a po chwili wysoka postać przysłoniła jej obraz całego świata.
-O proszę,proszę,widzę że ktoś tu jest niezdarą !-Wszędzie by rozpoznała ten szyderczy głos.Czerwonowłosa,wytatuowana. Rewill.Samy podniosła się szybko z pozycji kucącej i spojrzała złowrogo w niebieskie oczy dziewczyny.
-Doprawdy śmieszne...
-O jak Ci pojechała !-zaczął się śmiać szyderczo,stojący obok niej chłopak.Na oko miał ze 190 cm.Spojrzała na niego groźnie.
-Widzę że już znalazłaś sobie jakiegoś menela. Erick już Cię nie fascynuje ?!-powiedziała udając przejęcie w głosie.Chłopak stojący obok zrobił krok do przodu,podwijając rękawy bluzy.Doprawdy jak można było założyć dziś bluzę na ten upał ? Dziewczyna powstrzymała Go ruchem ręki mówiąc:
-Szkoda ręki na taką mordę...
-No pewnie,dlatego Ci jeszcze nie przywalił.-Na twarzy dziewczyny pojawił się szyderczy uśmieszek.
-Oh Samy Samy...-Rewill pokręciła z rezygnacją głową i odwracając się na pięcie,kopnęła z całej siły wszystkie zakupy porozrzucane po chodniku,wprost na ulicę.Samy zmrużyła oczy i ruszyła prosto na ulicę po swoje zakupy.W myślach już wyklinała tą wredną dziewczynę. Rozległ się pisk opon i z czarnego Alfy Romeo wyskoczył Daniel.
-Czy ty oszalałaś ?! Co ty robisz ?! Ktoś mógł Cię potrącić !-rzucił się na Nią z przerażoną miną.Samy spiorunowała Go zirytowanym wzrokiem. Chłopak przymknął oczy i głośno nabrał powietrza do płuc.-Możesz mi wytłumaczyć co się stało,że zbierasz te śmiecie po ulicy ?-powiedział wypuszczając wolno powietrze ,próbując zachować spokojny ton głosu.
-Drobne nieporozumienie.-spojrzała gdzieś w bok.-Jak widzisz nic mi nie jest.-pokręciła zrezygnowana głową.-Tak właściwie,to co ty tu robisz ?-spojrzała mu prosto w oczy.Chłopak spojrzał w ziemię.Na jego policzku pojawił się mały rumieniec. Być może był to wynik tego upału,albo czymś się zawstydził.Wzruszył ramionami.
-Przejeżdżałem...-Dziewczyna przymrużyła oczy,uważnie mu się przyglądając.
-Śledzisz mnie ?-Nie odpowiedział.-Daniel...Co ty wyprawiasz ?-zapytała,nadal uważnie mu się przyglądając. Dała by miliony,by teraz dowiedzieć się o czym myśli,co siedzi w tej jego głowie...
-Martwię się o Ciebie.-powiedział cicho.
-Jestem pełnoletnia,do cholery ale ja sama jak widzisz chodzę,jem i pije i nie widzę potrzeby żebyś...-nie dokończyła.Jej źrenice momentalnie się rozszerzyły.Ne wiedziała co się właśnie stało.Była w szoku.Poczuła na swoich ustach,wargi Daniela. Rozpalone usta ich obojga,mocno się złączyły.Chłopak niepewnie ją objął i mocniej do siebie przysunął,namiętnie się wbijając w jej usta.Zamknęła oczy,czując jak robi jej się gorąco. Zbyt gorąco. Nie mogła nic zrobić. Miała wrażenie że jest sparaliżowana. Nie mogła tak po prostu stać,jak kołek. Musiała działać. Jej umysł silnie się wytężył,usiłując przezwyciężyć to wszystko. Nie mogła skupić się na myśleniu,czując nadal na swoich wargach usta Daniela. Na raz oderwała się od Niego spoglądając w jego zdziwione oczy.Udało się.Wreszcie mogła nabrać trochę powietrza do ust. Oddychała spokojnie,jednocześnie czując że serce wali jej niemiłosiernie szybko.
-Samy ja...
-Odwal się ode mnie i przestań za mną wszędzie łazić,jeśli Ci nie łaska zająć się w końcu własnym życiem !- Zacisnęła ręce w pięści i szybko odwróciła się za siebie,idąc jak najdalej od Niego. Co się działo ? Co Ona wyprawiała ? Zamiast cieszyć się powodzeniem,ona snuła nierozsądne domysły na temat Ericka. Kochała Go. Tak. To był taki głupi jeden fakt.Czuła,że nie powinna. Musiała Go teraz zobaczyć. Chciała jak najszybciej pozbyć sie tego namiętnego pocałunku ze swoich ust. Nie postrzeżenie,niebo zrobiło się szare i lunął deszcz.Była przemoczona do suchej nitki.Krople deszczu wymieszane ze łzami spływały po jej policzkach. Biegła. Biegła coraz szybciej,chcąc zapomnieć to co się wydarzyło. Nie wiedziała dlaczego. Po prostu musiała. Nie chciała tego wszystkiego od Daniela. Silniejsze od Niej uczucie,kazało jej natychmiast się zatrzymać tuż przed drzwiami Ericka. Stanęła i zapukała resztkami sił. Otworzył jej. Czuła się zażenowana swoim wyglądem i zachowaniem. Ale musiała. Spojrzała na jego przestraszone oczy,smutnym wzrokiem,czując ogromne szczęście że może go widzieć.Rzuciła mu się na szyję,mocno wtulając w jego ciepłe ciało.Czuła że ma wszystko. Była tego pewna iż Go kocha. Pewna. Po raz pierwszy w życiu chciała, ba ! Nawet pragnęła zaryzykować,poczuć ten smak prawdziwej miłości,prawdziwego związku !Stojąc w Niego wtulona otworzyła oczy spoglądając przed siebie.Cała radość zniknęła. Na schodach ukazała się młoda,szczupła i półnaga dziewczyna.Wyglądała naprawdę seksownie.Ale to zmieniało postać rzeczy.Całe szczęście powstałe w ciągu paru chwil,runęło.
*Przeczytałeś ? Zostaw po sobie ślad !*

Cześć,cześć !
Uwielbiam Go (zdj.) Ukeje. Mmm. *.*
A więc do rzeczy:rozdział uważam za udany.Nie wiem jak wy...
*Miśki Wesołych Świąt chcę wam życzyć z całego serca !*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (17) ›
 

 
*Dedykacja dla: •Dropped Feather• (http://wiewiorka.susel.pinger.pl/)*
Wpadnijcie na jej bloga. Jest nieziemski,i wyglądem i opowiadaniem.Styl w jakim pisze,osobiście bardzo mi się podoba. Nieważne czy zacznie się to czytać z początku czy w środku,zawsze jest idealnie i zadbanie napisany. Fantastyczny !
*Jak obiecałam,polecam bardzo serdecznie jej bloga. Na prawdę warto*


___________________________________________
15.Samy siedziała przed otwartym laptopem,delikatnie prowadząc swój wskazujący palec wzdłuż boków urządzenia. W słuchawkach leciała głośno piosenka AC/DC.Spojrzała za okno,na wschodzące słońce. Wstała dziś wyjątków wcześnie,co u niej na prawdę bywało rzadkie.Zamknęła oczy i zanurzyła się w myślach,wsłuchując się w melodię lecącą gdzieś obok niej.Miała teraz setki pytań,przemieszczających się to tu, to ówdzie po jej głowie.Począwszy od podjęcia odpowiedniej decyzji do Ericka,przewijając krótkim wątkiem czy aby dobrze zrobiła zrywając z Ymy'm i kończąc na najbardziej nieodpowiednim pytaniu: Dlaczego Daniel chciał ją uchronić,przed Marshem? Co by było gdyby mu się to nie udało? Co by na to wszystko powiedział ? Zapewne Marsh miałby satysfakcję z kolejnej przeleconej,a Daniel...Cóż. To było najbardziej nurtujące. Chciała znać odpowiedzi na te wszystkie pytania już ! Teraz ! NATYCHMIAST !
Minęło już dwa dni,od tych wszystkich wydarzeń,które trochę namieszały w jej niby normalnym toku myślenia. Cassie. Właśnie. Powinna z Nią była już dawno porozmawiać !
Pospiesznie włączyła skype; a już po kilku chwilach na monitorze pokazała się jej przyjaciółka. Z gronem chłopaków obok siebie. Samy szybko przymknęła klapkę laptopa,zastanawiając się czy aby dobry moment wybrała, na rozmowy. Cassie jest na wakacjach,ma własne problemy,życie i tych czterech,może pięciu siedzących właśnie obok niej. Nie miała czego jej zazdrościć. Miała takie samo powodzenia jak i ona. Jednak może,było by bardziej świetnie gdyby miała takie samo podejście do życia jak jej przyjaciółka. Szalone,pełne przygód,przeżyć i radości. Zachowywała się momentami tak beztrosko,że nawet sama Samy nie była do końca pewna,czy nie powinna już dawno odstawić tych używek. Kiedyś nawet jak nocą szły ulicą,oświetloną starodawnymi lampami wzdłóż chodnika,Cassie wskoczyła na jedną z tych lam i nie chcąc zejść,mówiła że im wyżej w stronę nieba,tym bardziej czuje obecność szczęścia,beztroski...Innym razem podeszła do policjanta na służbie i namiętnie go całując,powiedziała mu prosto w twarz,że ma krótko i logicznie "Dać jej jakąś używkę". Nierozsądne. Owszem. Skończyło się całodniowym przesłuchaniem,oraz notowaniem. Co było podstawą tego wszystkiego ? Jej obojętność,na to wszystko.
Dziewczyna podniosła z powrotem laptop ku swojej twarzy,zauważając iż młodzi chłopcy już wyszli z pokoju dziewczyny.
-No wreszcie ! -dobiegł ją,lekko znużony ale zarazem entuzjastyczny głos przyjaciółki.-Co się tak chowasz ?
-Nicol weszła do pokoju-Skłamała. Cassie wyglądała rewelacyjnie. Miała na sobie cieniutką,prześwitującą koszulę,odkrywającą jej opalony na jasny brąz dekolt i ramiona.-Widzę że powodzenie nie opuszcza cię nawet tam...
-Są całkiem spoko.Zresztą jak każdy tutaj. Hotel boski,a pogoda świetna. Brakuje tylko Ciebie !-Samy parsknęła,nie mogąc się powstrzymać od śmiechu.
-Dobrze wiesz,że nie mogłam...-powiedziała po chwili opanowując głos.
-Wiem.-na ekraniku widać było że Cassi kiwa potwierdzająco głową.-Jak się czuje ?
-Nieźle jak na to wszystko.Wypisali go przedwczoraj;od razu się spotkaliśmy.Czuje się świetnie,licze że tak pozostanie !
-Mówił coś,czy pamięta to co mu opowiadałyśmy podczas jego śpiączki ?-Samy ukradkiem spojrzała za okno.Słońce wznosiło się coraz wyżej.Zapowiadał się kolejny upalny dzień.-Słuchasz mnie ?
-Tak,tak.
-Więc? Mówił coś na ten temat ?-przyjaciółka dalej drążyła ten koszmarny temat.
-Więc...Owszem.Coś tam wspomniał,ale zapewne mało istotne,już nie pamiętam.
-Co On Ci powiedział?-Cała Cassie.Zawsze wyczuwała nawet przez internet,że Samy coś kręci.Potrafiła to odróżnić,odkąd się poznały.
-Nic takiego...-dziewczyna wzruszyła ramionami.Cassie spojrzała na nią z ironią.-No..Powiedział mi,że mnie kocha.-Nastała cisza.Głucha obojętna cisza. Mierzyły się spojrzeniami,przez chwilę,po czym Samy odwróciła wzrok ku oknu.
-Nie domyśliłaś się wcześniej ?
-A ty?-znów głucha cisza.
-Jak zareagowałaś ?-zapytała niepewnie przyjaciółka.Samy wzruszyła ramionami.-Błagam powiedz,że nie chisterycznym płaczem....!-Samy spojrzała na nią z litością.Owszem.Zaaragowała tak,ale to był bardziej szok,niż..hmm...
-To takie nagłe,to wszytko.Dużo się dzieje ostatnio. Nie chcę Go zranić,ani odrzucić,zależy mi na Nim tak cholernie mi na nim zależy jak prawie na Nikim innym,ale to są uczucia zbyt odpowiedzialne jak dla mnie,boje się że Go stracę,boję się o Niego,boję się że już Nigdy Go nie spotkam,jednocześnie zdając sobie sprawę jak duzy zadaję mu ból raniąc Go tym zachowaniem...!-Cassie patrzyła na Nią z żalem,smutkiem,bólem...-K**wa no !
-Samy ja...Mi jest bardzo przykro,że tak Go odbierasz,ale weź to z drugiej strony. Życie to ciągłe ryzyko. Zaryzykuj. Może się udać...Macie szanse na wspólne szczęście ! Znasz Go dłużej,wiesz lepiej jaki jest,czy się na nim zwiodłaś i takie tam...
-Wiedziałaś o tym ?-Cassie nie odrywała nadal wzroku od przyjaciółki.
-O czym ?-zapytała głupio,doskonale wiedząc o co chodzi.
-Że mnie kochał...kocha...-Cassie wolno i niepewnie kiwnęła głową,ze smutkiem na twarzy.Obie przyjaciółki utkwiły w sobie spojrzenia.Jak przez mgłę,nagle cały świat zaczął wirować. Nic już nie było pewne,nawet to czy przyjaciółka mówi Ci prawdę...
-Dlaczego mi nie powiedziałaś ? Dlaczego mi nie powiedziałaś,że On Ci o tym wszystkim powiedział ?! Dlaczego ?!
-Nie powiedział mi tego tak o wprost. To było widać. Dziwne że nie zauważyłaś,wcześniej...-Cassie pokręciła głową ze zrezygnacją.
-Oszukałaś mnie.-Samy wolno wycedziła przez zęby.
-Nie kochanie,to nie jest tak jak myślisz.-powiedziała stanowczo.-Samy !-dobiegł ją głos przyjaciółki,w momencie gdy zamykała całkowicie klapę laptopa.Oparła głowę o zimną ścianę.W oczach poczuła mimowolne łzy.Co miała o tym wszystkim myśleć..?!
  • awatar Gość: Jej no znów boskie no ! <3 jestem ciekawa co ona teraz zrobi. Bo wiesz no Erick i ten Daniel no pewnie ma mały metlik i kocioł w zyciu , ale czekam co tam wymyslisz ;3
  • awatar AlwaysArianaGrande: świetny <3333 :*
  • awatar Little stars♥: WOw! Mega, brak słów! Talencie ty! :* Szkoda, że Samy i Cassie się pokłóciły, współczuję Samy, bo w sumie ma niezły kocioł w głowie, no ale... Jestem ciekawa, jak postąpi <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (13) ›
 

 
Dla jednych będzie to 'za ostre słownictwo' dla innych 'normalne',jednak proszę o wyrozumiałość obu stron,gdyż chciałam ukazać tutaj złe strony takich klimatów.
*DEDYKACJA* dla *Fuck you, bejb. (http://madzaalena.pinger.pl/)*
*Ma cudowny blog,obecnie jest charakterystyka bohaterów,naprawdę warto zajrzeć i zostać na dłużej w obserwatorach. Polecam !*
Madi,dzięki że jesteś.
___________________________________
14.Zatrzymali się na skraju drogi,przy której stał jakiś opuszczony dom.No..miał w niektórych oknach powybijane szyby,raczej nie mógł być zamieszkiwany przez kogoś rozsądnego.Dziewczyna zsiadła z motocykla i oddała kask Danielowi.
Weszli do budynku.W środku było pusto,gruz leżał na podłodze prawie w każdym pomieszczeniu,schody sprawiały wrażenie rozpadających się,w jednym z pomieszczeń była dziura w suficie.Na ścianach widniały różne graffiti.Szli do pokoju na końcu korytarza;mijając jeden z pokoi dziewczyna zobaczyła kontem oka puszki po piwie,jakąś starą kanapę i inne dziwne rzeczy od których natychmiast oderwała wzrok.W innym wypadku mogło by to spowodować nagłe zwrócenie się śniadania oraz kanapek Daniela.Weszli w końcu do jednego ogromnego pokoju.Było w nim chłodno.
Po paru minutach wszyscy siedzieli na podłodze,popijając piwem.
-Ty jesteś Samy,prawda?-spojrzała na jednego z chłopaków,zadającego pytanie. Kiwnęła głową,biorąc łyk piwa.-Zostaniesz tu z nami na noc,co nie?
-Na noc?-zapytała zdziwiona.Przecież tu nie było łóżek,ani materacy.Gdzie miała spać?
-Tak.Chyba że wymiękasz?-usłyszała szyderczy głos Marsh'a. Nienawidziła go,pomimo tak krótkiej 'znajomości'.Skąd się tu wziął ? Miał być przecież ponad 2 miesiące w szpitalu po wypadku ? Czyżby Daniel ją oszukał ?
-Ja nigdy nie wymiękam.
-Tak?A wydaje mi sie jednak że gdybym Ci teraz zaproponował noc ze mną,to byś od razu odmówiła.-spojrzała na niego opanowanym wzrokiem.
-Odmówiłabym.Owszem.Ale tylko dlatego,aby nie dać ci tej satysfakcji.
-Mnie się nigdy nie odmawia.
-Widocznie,ja jestem pierwsza.
-Widocznie,jeszcze zmienisz zdanie.
-Widocznie,jeszcze będziesz tego żałował Marsh że ze mną zaczynasz tak sie bawić.-spojrzała na Niego.
-Widocznie,jeszcze się okaże.-powiedział przez zęby.
-Darujcie to sobie.-przerwał im Daniel.-Kto z kim będzie spał,sobie jeszcze ustalisz Marsh.-spojrzał złowrogo na chłopaka.
Siedziała na schodkach opuszczonego domu.Patrzyła na słońce zachodzące gdzieś za drzewami.
-Nie jesteś zadowolona z przyjazdu tutaj,prawda ?-obok niej usiadł Daniel.Nie spojrzała na Niego.W sumie to,może i miał trochę racji.
-To nie tak jak myślisz...-spojrzał w jej stronę-Jest pięknie,na prawdę.Nawet ten dom,ja lubię takie meliny zawalające się...-zaśmiała sie lekko-Ale zastanawia mnie to,dlaczego się z Nimi zadajesz?-wskazała ruchem głowy,na budynek w którym byli pozostali.
-Nie wiem.To jest silniejsze ode mnie.Może po prostu dlatego że nie mam nikogo innego,oprócz nich i...
-I kogo?-spojrzała na jego twarz.W jego oczach widać było blask,może nawet szczęście.Nagle poczuła na swoim policzku delikatny dotyk jego dłoni.
-I Jack'a.-szepnął,patrząc jej głęboko w oczach.On krył w sobie jakąś tajemnicę,tylko dlaczego nie chciał jej powiedzieć o niej? Z budynku wybiegli chłopaki,całkiem już nieźle wstawieni.Prawie każdy z nich trzymał w ręku po butelce piwa.Daniel szybko oderwał się od Samy,przestraszonym gestem.Oboje wstali.Dziewczyna włożyła lekko zmarznięte dłonie do tylnych kieszeni szortów.
Bawili się jeszcze długo,popijając piwo,śpiewając i wrzeszcząc się na pół okolicy.
-To jak będzie z tym spaniem?-poczuła mocne objęcie w tali i słowa Marsh'a. Chłopak pocałował ją w bark,szybko przenosząc swoje wargi do jej ust.Dziewczyna migiem się od niego oderwała. Marsh budził w niej obrzydzenie,wstręt.Był ohydny. Swoją postawą,swoim zachowaniem.Ruszyła w stronę pomieszczenia gdzie połowa upitych osób już spała.Chłopak nie odpuszczając,ruszył za nią.-Jeśli liczysz,że mi uciekniesz,to się grubo mylisz.-szepnął,mocno akcentując przedostatnie słowo.Ledwo się zorientowała jak chłopak przywarł ją do ściany.Poczuła na swoich ustach jego wargi.Jej dżinsowa kamizelka w mgnieniu oka zniknęła z jej ciała,pozostawiając ją w samym staniku.Jego usta pochłaniały jej całe ciało.W oczach poczuła łzy,nie chciała tego wszystkiego.Nie chciała Marsh'a,tego jego pożądania,chęci do przelecenia kolejnej.Ona była inna,nie była pierwszą lepszą,jakąś specjalnie łatwą.Wyrwała mu się,chwytając kamizelkę i szybko zapinając ją.Poczuła jego silne dłonie znów na swoim ciele.Odwróciła się i mocno go spoliczkowała.


Otworzyła oczy,podnosząc się z zimnej betonowanej posadzki.Powiew wiatru wpadał przez powybijane okna,do budynku. Stanęła chwilę się rozglądając wokół siebie.Zatrzymała wzrok na paru miejscach gdzie znajdowały się wyraźne ślady po krwi.Świeżej krwi.Odgarnęła grzywkę z twarzy,zastanawiając się co się wydarzyło ostatniej nocy.To wszystko było pomyłką,przyjechanie tutaj z Danielem,oraz to że przekonał ją do zostania tutaj na noc.Poczuła znany jej ból w całym ciele.Taki sam ból,jak po przespanej nocy na twardych kafelkach w łazience w domu.Rozciągnęła się szybko,wychodząc z mieszkania.Na schodach przed drzwiami stał Marsh z Danielem.Nie zastanawiając się zbytnio nad niczym,szybko ich minęła i ruszyła w kierunku motocykli.
-Patrz! Nawet Ci nie podziękuje za to wszystko,co dla niej zrobiłeś !-dobiegł ją szyderczy głos Marsh'a. Nie odwracając się za siebie,szybkim ruchem wsiadła na motor,zakładając kask.Poczuła silny ból w głowie.Kac był nie odznaczany po tym wszystkim.
-Nie możesz teraz jechać.-poczuła lekki dotyk na swojej prawej ręce.Odwróciła głowę.Obok niej stał Daniel.Był w fatalnym stanie.Miał podbite oko.
-Zabiję tego dupka ?!-zeskoczyła szybko z motoru,kierując się w stronę gdzie stał Marsh z szyderczym uśmiechem na twarzy.Daniel ją zatrzymał.-Puść mnie kur*a!-krzyknęła na całe gardło.
-Jak już do Niego pójdziesz,to się go zapytaj również co on zrobił Tobie...-powiedział przez zęby,spoglądając na jej ciało.Zrobiła zdziwioną minę,wyrywając się mu i idąc w stronę Marsh'a.
-Ty suk**synie !-spoliczkowała go,podchodząc do niego.Chłopak głośno się zaśmiał,na co dziewczyna spoliczkowała go drugi raz.-Jak mogłeś mu to zrobić ?!-Marsh nie był wcale w lepszym stanie,niż Daniel.
-Twój Danielek Ci nie powiedział ?-zaśmiał się szyderczo,po raz kolejny już tego ranka.
-Co miał mi powiedzieć ?
-Że byłaś tak wspaniała dla nas obydwu tej nocy oczywiście. Najlepsza. Ciekawe kto Cię tak wyszkolił w tej dziedzinie ?-zmroziło ją.Poczuła ogromny ból w środku siebie.
-Masz na myśli to,że my razem...?-spojrzała na niego nie pewnie,wypowiadając te słowa prawie szeptem.
-Jesteś na tyle głupia,że nie pamiętasz że się piep**yliśmy ?-wziął spory łyk piwa,po czym mówił dalej-Miło było Cię przelecieć.-uśmiechnął się głupawo.Dziewczyna spojrzała w jego oczy.Czuła do niego obrzydzenie jeszcze większe niż kiedykolwiek.-Ej mała,żartuję,do niczego nie doszło...Ten frajer stanął w Twojej obronie!-wskazał głową na Daniela,który po raz ostatni spojrzał na nią i szybko odjechał na motorze.Poczuła pewnego rodzaju ulgę,że tak się zachował.I że do niczego nie dopuścił.Spojrzała na swoje ręce i nogi.Były całe podrapane i ze śladami po silnych dłoniach Marsh'a. Spojrzała ostatni raz na chłopaka,który był już upity do granic możliwości.
  • awatar Gość: Jej no znów wszystko idealne no ! Ale teraz bardziej mi pasuje Samy i Daniel , a nie Erick no ;x Boskie <3
  • awatar AlwaysArianaGrande: Świetny jak zwykle ;)
  • awatar Little stars♥: Ale Ty świetnie piszesz! Wróciłam do Twojego bloga po nieobecności i miałam trochę do poczytania, huehueehu miałam lekturkę na wieczór. Cudo! :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (13) ›
 

 
13.-19 letnia singielka,z nieziemskimi oczami i piękną buźką,ma duże powodzenie,nie boi się ryzyka,jest trochę skryta,ale bywa też wygadana,pyskata,adrenalina to jej drugie imię,ma starszego o rok brata,nie lubi swojej macochy..
-Błąd.Ostatnio zaczęłam się do Niej przekonywać.-przerwała Erickowi - Samy.
-Nie boi się wyzwań,czuje się jakby była wolna jak ptak,zachowuje się jakby wszystko mogła,jest beztroska,niczym się nie przejmuje,niczego nie boi.Prawie niczego.Bo boi się miłości.-skończył Erick,patrząc na jej roześmianą twarz.
-Kocham Cię,ale nie mogę podejmować tak pochopnych decyzji w ciągu paru minut.Daj mi czas,dobrze?-kiwnął głową.
-Rozumiem,jesteś po prostu odpowiedzialna i wytrwała w swoim związku z Ymy'm.Nie mogę psuc waszych relacji.Gdybyś teraz Go zostawiła tylko dla mnie,nie wybaczyłbym sobie tego.-powiedział spokojnie.Poczuła jak coś ją zabolało.Właśnie dlatego między innymi zerwała z Ymy'm.Dla Erick'a.Jeśli teraz On się dowie,załamie się,lub nie wiadomo co gorsza.Musiała to jakoś ukryć tymczasowo,w końcu z czasem kiedyś mu to wyjaśni.
Siedli na ciepłym piasku.W milczeniu obserwowali morze.Czy to wszystko jest warte jej samej?Czy może jakoś zatrzymać czas,by zastanowić się nad tym.Co jeśli podejmie złą decyzję.?Ledwo zerwała z Ymy'm nie mogła tak nagle stanąć na nogi do kolejnego związku,który być może byłby nie takim jakim ona sobie Go wyobrażała.Musiała odpocząć,pomimo że nie czuła bólu ani żalu po poprzednim chłopaku.
Rozległ się głośny dzwonek telefonu.Samy spojrzała na wyświetlacz."Ymy".
-Nie odbierzesz?-zapytał.
-To z biura obsługi.-schowała telefon,do kieszeni,wyłączając go.Plaża powoli zaczynała się zaludniać turystami i miejscowymi.Nie mieli ochoty dłużej tutaj siedzieć,robiło się coraz głośniej.Wstali kierując się w centrum miasta.
-Ja mam jeszcze pewną sprawę do załatwienia.Lecę.-pożegnała się z Erickiem,dając mu niepewnego buziaka w policzek.Szybko się odwróciła i zaczęła iść w stronę domu 222 na ulicy Yellow.Nacisnęła dzwonek do drzwi.Otworzyła jej jakaś kobieta.Wydawała się być dość miła,wpuściła ją do mieszkania,pozwalając na samodzielne dotarcie do pokoju chłopaka.Daniel siedział na kanapie czytając książkę.
-Cześć.-weszła do jego pokoju.Gdy tylko ją zobaczył,od razu na Jego twarzy pojawił sie ogromny banan.-Twoja mama mnie wpuściła.
-Spoko,hej!-wstał podchodząc do niej z uśmiechem.-Co tam?
-Dobrze,Erick wyszedł już ze szpitala,właśnie się z Nim spotkałam.A u Ciebie?-nie wiedziała po co tu przyszła.Tak ją natchnęło.Miała wrażenie że ociupinkę się mu właśnie narzuciła,pomimo iż sprawiał wrażenie bardzo zadowolonego z tej wizyty.
-A tak się nudzę trochę,potem może wyskoczę z kumplami na miasto...Może pójdziesz z Nami?-spojrzał na Nią.
-Nie wiem,w sumie nie mam nic do roboty,ale..
-Nie ma żadnego ale.Chcesz zaszaleć?Są wakacje,no dawaj!-ciągnął zachęcająco.Nie miała nic przeciwko.Pozna nowych ludzi,może będą całkiem fajni.Jakoś jej się uda rozerwać,odpocząć,oderwać od rzeczywistości.
-Dobra.Niech Ci będzie.Ale potem mnie odprowadzasz do domu!-powiedziała z poważną miną.Oboje wybuchnęli śmiechem.
-Zjesz coś?-wstał kierując się do drzwi.Wzruszyła obojętnie ramionami,idąc za Nim.Weszli do małej kuchni z prześwitem do salonu.Siadła na wysokim stołku obok kuchennego blatu,tyłem do salonu.Kuchnia była ciemna,czarne ściany i białe meble.Bardzo ładnie urządzona.
-Może pomogę?
-Kpisz chyba.To że jestem chłopakiem,nie znaczy że nie umiem zrobić jedzenia!-odpowiedział,szykując kanapki.Dochodziła 18 po południu.Do kuchni weszła ta sama kobieta,która otworzyła jej wcześniej drzwi.Uśmiechnęła się promiennie.Była młoda,włosy miała upięte w wysokiego kucyka,a na sobie miała letnią,cienką sukienkę w kwiatki.
-Długo się znacie?-zagadnęła ich,nastawiając wodę na kawę.Spojrzeli na siebie.
-No..tak trochę, parę tygodni.-odpowiedział w końcu Daniel.
-Ah rozumiem,a gdzie się poznaliście?-kolejne krępujące pytanie.Mogła spytać o pogodę,o plany na wakacje,o rodzinę, o cokolwiek,ale oczywiście nie!
-W teatrze,znaczy kinie...-palnął chłopak,spoglądając z boku na matkę.Samy spojrzała na niego zdziwionym wzrokiem,od razu załapując plan 'gry'.
-A tak tak,byliśmy ze znajomymi w kinie i tak się jakoś zapoznaliśmy przez przypadek...-dokończyła Samy lekko się uśmiechając.Kobieta zalała swoją kawę i z uśmiechem wyszła z kuchni,rozprowadzając po całym pomieszczeniu aromat kokainy.Spojrzeli na siebie,śmiejąc się.-Czemu nie powiedziałeś jej prawdy?
-Nie wiem.Ale ty też się przyczyniłaś do tego,więc już nie ma odwrotu.-powiedział stawiając kanapki na blat.Dziewczyna pokręciła przecząco głową,ze śmiechem.-Miałem powiedzieć,że na ulicy banda moich kumpli się na Ciebie wkurzyła,jakiś tydzień czy dwa temu?
-Też mi coś!Pff!-powiedziała biorąc do ręki niedużą kanapkę z szynką,ogórkiem i pomidorem oraz serem żółtym posypanym na wierzchu.
Około 18.40 wyszli z jego domu,jadąc na motocyklu Daniela w nieznanym dla niej kierunku.
-Co ty taki tajemniczy?-zapytała chcąc się dowiedzieć gdzie jadą.Chłopak nie odpowiedział,tylko kazał jej się mocno objąć i założyć kask.Słońce było już ku zachodowi,jednak nadal cały czas raziło ich w oczy,jadąc na zachód.Wiatr poruszał jej końcówkami długich,bordowych włosów,wystających spod kasku.Erick miał rację.Nie bała się niczego,nawet jazdy z ledwo poznanym chłopakiem na motocyklu,o zachodzie słońca,w nieznanym kierunku,tak jak miłości.Mogło się teraz wydarzyć wszystko,czego wcześniej nie przemyślała,wsiadając z nim na motor.Mógł ją wywieźć,zostawić,albo nawet co gorsza...Nie.Spojrzała w drugą stronę.Dojechali do Nich najprawdopodobniej jego kumple.Było ich z czterech.Co się wydarzy i gdzie?Nie miała pojęcia.Pozostawało jej tylko zaufanie do Daniela.

_________________________________________
Przepraszam Was,wiem że ten rozdział jest fatalny i nic mi w nim nie wyszło. Nie podoba mi się strasznie ! Aż wstyd wstawiać,ale nie mam ochoty zmieniać...*Rozdział 14 będzie trochę ostrzejszy.Wydarzy się sporo...* Tak więc,braki nadrobimy w następnym rozdziale..
  • awatar Gość: Boże :c ale ja mam zaległości no ! wybacz już nadrabiam ... a rozdział bardzo mi się podoba ;3 jak każdy no ! <3
  • awatar Little stars♥: Jeju, to jest mega *______* PS.: przepraszam za nieobecności :*
  • awatar Karaliene♥: Jest cudowny :o zazdroszczę talentu wbijaj do mnie i oceń moje opowiadania :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (11) ›
 

 
Elo !
To tak po krótce dziś Erick wyzna Samy miłość itd. itd...Czytajcie !
*DEDYKACJA DLA: муѕzкα ♥ (http://paula110.pinger.pl/) !* Dziękuję Ci za całą motywację i te wszystkie cudne komentarze,jesteś wspaniała. Kocham. <3 +dzięki za pomoc
_______________________
12.Wyszła z wanny i owinęła się ręcznikiem.Stanęła przed dużym lustrem w łazience.Zawinęła włosy w jak to Ona określała "tabun" i siadła na dywaniku pod ścianą.Nie chciało jej się iść ubierać,ani iść się kłaść.Tak jak Erick pragnął stosunku,Ona pragnęła w tym momencie pozostać przez dłuższą chwilę sama w pomieszczeniu,zamknięta,w lekkiej ciszy.Chciała by po jej ciele te przelatujące dreszcze,w końcu ją uspokoiły i odprężyły.Długa kąpiel zrobiła swoje,ale pomimo wszystko chciała teraz odpocząć w samotności po kąpieli.Oparła gołe plecy o zimną ścianę,nogi zaś położyła spokojnie i powoli na jeszcze zimniejszych kafelkach.Po jej ciele natychmiastowo przeleciał dreszcz.Pogrążyła się w myślach.Znowu zaczęła robić to czego nie powinna,a jednak.Robiła to mimowolnie bez kontroli.Nie potrafiła przestać.Zaczęła się zastanawiać nad sensem rozmowy z przyjacielem.Była taka jak każda inna.Nie w tym tkwiła rzecz.Więc w czym?W czym był problem jej zamartwień?Ona po prostu Go coraz bardziej kochała.Mimowolnie.Nie chciała.Nie chciała by to miało miejsce.A co gorsza,podobał jej się jeszcze Daniel.I ich obojga miała na oku.Czuła jakby Daniela znała całe życie,a Ericka zaczynała poznawać na nowo.Dziwne uczucie,męczące ją nieustannie.Miała tylko nadzieję,że któryś z Nich to tylko głupie szczenięce zauroczenie.Tak jak do Ymy'ego.Ale to były sprawy na dłuższą metę do przemyślenia na spokojnie i poważnie.Teraz chciała odpocząć od tego wszystkiego.Czuła jak jej powieki się samowolnie zamykają.Coraz bardziej i bardziej.Bum.Zasnęła...
Otworzyła oczy.Była cała obolała,ledwo mogła się ruszać.Zaspanym wzrokiem spojrzała na swoje ciało.
-Oh losie.-szepnęła.Noc w łazience w samym ręczniku na lodowatych kafelkach,na pewno jej za dobrze nie zrobiła.Przynajmniej jej ciało tego nie czuło.Podłoga była twarda.To oczywiste.Błąd.Nigdy więcej nie śpi w łazience.A już na pewno nie na podłodze!
Weszła do pokoju.Jasne promienie słoneczne poraziły ją w oczy.Spojrzała na zegarek.Dochodziła 11 rano.Ziewnęła.
-Uhuhu!-do pokoju wszedł Dave poważnie ilustrując jej ciało zawinięte w ręcznik.Żartobliwie mruknął do niej ciągnąc dalej-Obudziła się nasza dziewczynka nareszcie.Idź się grubasku ubierz,bo ludzi straszysz.-zaczął się śmiać.Samy rzuciła Go dużą poduszką.Wyszedł z jeszcze większym śmiechem.Podeszła do niedużej szafy,otwierając jej drzwiczki.
-Jaki syf tu masz,posprzątaj wreszcie,bo nigdzie nie pójdziesz dzisiaj!-ojciec zatrzymał się przy drzwiach,mijając jej pokój.
-Trzeba było mi kupić większą szafę!-warknęła.Co za jakiś przeklęty dzień.Wszyscy mają jakieś wąty(wonty,nie wiem jak to się pisze xd) do niej.I to nawet własna rodzina!Podeszła zatrzaskując drzwi od pokoju i przekręcając kluczyk w zamku.Wyciągnęła z szafy z trudem swoje ulubione jak zwykle szorty,bluzkę na ramiączkach i bieliznę.Szybko się ubrała,uczesała,zrobiła mocny makijaż i ruszyła do kuchni w celu skonsumowania jakichś kanapek.
Nicol szykowała już jakiś obiad na popołudnie.Uśmiechnęła się promiennie widząc dziewczynę,siadającą do stołu z 3 kanapkami.
-Jak się spało?-spytała.Boże.Tylko nie ten temat.Co mogło być gorszego od twardych kafelków w łazience.Z własnej woli tam zasnęła,ale to nie zmieniało faktu że to był ogromny błąd.
-Wspaniale.-powiedziała z sarkazmem,połykając pierwsze kilka gryzów kanapki.-A Tobie?-spytała obojętnie.
-Dobrze.Wychodzisz dziś gdzieś?
-Tak,gdzieś o 15,a co?
-Czyli obiad dla 3 osób.-zaśmiała się.-Mniej do roboty...Ulżyło mi.-zaczęła się śmiać.
~ & ~
W mgnienia oku,nawet nie zauważyła jak szybko minęły jej te 2 godziny.Szła z Erickiem plażą,o dziwo nie zaludnioną.
-Ciekawe co sie stało,że nikogo tu nie ma?
-Może się nas przestraszyli.-zaczął się śmiać Erick.Dziewczyna spojrzała na niego błagalnym wzrokiem.
-Cóż za ironia...!-Szli chwile brzegiem morza,wsłuchując się w szum fal.
-Co u Ymy'ego?-zapytał nagle ni stąd ni z owąd chłopak.Zatkało ja trochę.To fakt.Nie miała pojęcia co mu powiedzieć.Że z nim zerwała?Jakieś takie to wszystko było bez sensowne.
-Nie wiem,wyjechał parę dni temu,nie miałam okazji aby go o to spytać.-palnęła pierwsza lepszą myśl.Ta wypowiedź nie miała jakiegokolwiek znaczenia.Była całkiem dziwna,ale trzeba było liczyć na cud,by Erick sie nie skapnął,że coś kręci.Zupełnie bez potrzeby.-A jak z Rewill?
-Nie mam pojęcia.
-Próbowała Cię zabić,mówiłeś że to 'zemsta' za to że Ty...-nie wiedziała co mu powiedzieć.Czy pamięta to co mówił?Czy to było prawdą?Czy w ogóle jest jakieś sensowne wytłumaczenie tego wszystkiego?-Że Ty..Chciała Cię zabić!Puścisz jej to płazem?!-ominęła tą drastyczną część zdania.Jakoś.
-Że ja..?-spojrzał na nią.Wzruszyła ramionami.Bała się że On zaraz powie coś,co będzie rzeczywiście prawdą,co ją może i zaboli,pomimo że może właśnie tego oczekuje,właśnie tego jej brakuje,takiej miłości.-Jeśli wahasz się czy to co wtedy Ci powiedziałem było prawdą,to...-Nastała chwila ciszy.Napięcie.Bała się.Nie była gotowa usłyszeć tych słów,od Niego.Właśnie od Niego!-To była to prawda.-zatrzymała się,spoglądając powoli w jego oczy.Jej ręce lekko drżały,do oczu napłynęły łzy.Ta rozmowa była bolesna.Nie chciała tego wiedzieć.Nie chciała tego słyszeć.
-Nie..Nie mów tego..Nie mów.. Proszę Cię..Nie mów..-szepnęła ledwo słyszalnym głosem.Chwycił jej twarz delikatnie,ocierając palcami łzy z jej policzków i brody.Spojrzał w jej głęboko w oczy.Czuła jak w środku w niej cos się łamię,jakaś bariera,jakiś mur.Jak wali się Ona,jej życie.Czuła się szczęśliwa,ale nie potrafiła tego okazać.Żal gdzieś w środku jej serca,przysłaniał całe dotychczasowe szczęście.Zamknęła oczy.Nie mogła dłużej patrzeć w jego oczy.Otworzyła delikatnie wargi,była pewna że ją pocałuje.Jak na tych amerykańskich filmach,główni bohaterowie.Całus,dziękuję,potem jakieś dzieciaki przez przypadek i do widzenia!Wstrzymała oddech.Serce waliło jej jak opętane.Kochała Go,ale nie mogła mu tego powiedzieć,nie mogła tego mu pokazać,nie mogła.To było chwilowe.On ją do tego zmuszał.Nieświadomie.To było bolesne,bardziej niż kac.W pewnej chwili,poczuła jak Erick puszcza jej twarz z delikatnego objęcia.Otworzyła oczy.Szedł plażą,dalej przed siebie.Dziewczyna zakryła twarz w rękach.Zraniła Go.Zraniła najważniejszą dla niej osobę w życiu.Nie mogła Go stracić.Nie mogła.Był dla Niej wszystkim.Jednak...-Erick!-krzyknęła na całe gardło,dławiąc się łzami.Upadła na kolana,głośno łkając.Ostatnio coraz częściej jej się to zdarzało.Te wszystkie histeryczne płacze,zmiany nastrojów,bóle głowy,brak tchu...Zatrzymał się,spuszczając głowę w dół.Chwile stał,czekając co sie wydarzy, po czym odwrócił sie patrząc na Nią.-Zostań.-powiedziała.Wstała i podeszła do Niego,patrząc mu w oczy.-Nie chcę Cię ranić,ale ja tego nie potrafię zrozumieć.Nie potrafię tak nagle podjąć decyzji z dnia na dzień. Nie potrafię po raz pierwszy może nawet i w tym życiu powiedzieć tych słów.Nie potrafię...
-Wiesz,jak trudno jest siedzieć przy Tobie w spokoju,jak trudno jest powstrzymywać się od namiętnych pocałunków,od tego by Cię nie zranić?Za późno,Samy..Zraniłem Cię tym.Nie chciałem,ale nie potrafiłem już dłużej tego w sobie ukrywać...Długo myślałem.Przepraszam.-spojrzała na Niego zaskoczona.Nie spodziewała się od Niego,właśnie od Niego takich słów.Uśmiechnęła się,przytulając się mocno do jego ciała,do Niego samego.



Musicie dać, radę,wiem że jest za długi,ale jakoś mnie poniosło.Głupio było przerywać w trakcie...
Musze Wam podziękować za ostatnią szczególną aktywność.Wasze komentarze są genialne,cieszy mnie że ktoś to czyta,że tyle emocji to wywołuje na Was ! Jestem wdzięczna,zawsze tęsknię za blogowaniem tutaj z wami i za waszymi opiniami,że tak szczerze mi mówicie co jest spoko co nie. Ostatnio czytając wasze wpisy pod poprzednim rozdziałem popłakałam się ze szczęścia. Głupia jestem >.< *Ale kocham kocham i dziękuję* *+Moja morda ma wielki zaciesz,bo licznik wciąż rośnie,przekroczyliśmy 5000,a obserwatorów przybywa !*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (14) ›
 

 
11.-Zrobię Ci kawę,co ty na to?
-Obojętne mi to.-wzruszyła ramionami.Chłopak kucnął przed nią,spoglądając na jej mokrą od łez twarz.Nie chciała przy Nim płakać.To źle wróżyło.Dlaczego zawsze w tak fatalnym stanie spotykała chłopaków,tak namolnych,nieznajomych i pięknych jednocześnie.
-Samy jeśli będziesz chciała mi powiedzieć co się stało-zrobił pauze,patrząc na jej reakcję na jego słowa.-Ja Cię zawsze wysłucham.Nie obiecuję Ci,że Ci pomogę,ale to pomaga.Trochę.Wiem jak to cholernie boli,kiedy męczy mnie coś,o czym wiem tylko ja,moje sumienie,moje myśli nie dają mi żyć.Boli co nie?-kiwnęła głową,czując łzę na policzku.Potem drugą,trzecią,szóstą,dziesiątą...-Ale jesteś silna,bardzo silna.Poradzisz sobie.Pamiętaj.-uśmiechnął się wstając i wychodząc z pokoju po kawę.Siedziała u Niego w domu.O ile zakładając że to był jego dom.Pokój był nie duży,szary,z fototapetą miasta nocą.Było dość przytulnie,jak na pokój takiego chłopaka.O ile znów zakładając że to jego pokój.Ehh.W co Ona sie pakowała?Przed nią stał nieduży regał,na jednej z półek było kilka książek,a właściwie seria tomów.Przechyliła głowę w prawo,by móc odczytać napis na grzbiecie książki."Czarna lista"-przeczytała po cichu,ledwo szeptem.Uśmiechnęła się do siebie lekko mimowolnie i obojętnie.Lubiła tę książkę.Nawet bardzo.Ba! To była jej ulubiona i najlepsza jaką kiedykolwiek przeczytała.
-Lubisz książki?-Daniel wszedł do pokoju,siadając obok niej na łóżku,podając jej kawę.
-Kocham.To taka moja własna wyobraźnia...-szepnęła,biorąc duży łyk gorącej kawy.-Dziękuję.-spojrzała na Niego.-"Czarna lista"...-mruknęła do siebie,spoglądając na książkę.
-Ma ciekawy bieg akcji,jest..taka inna niż wszystkie.-powiedział.
-To małżeństwo..
-Rozwiedzione.I ta ich córka..
-Mała,ucząca się ledwo życia,dopiero...-mówili na zmianę,wymieniając się poglądami na temat książki.
-I ten facet,pie**ący się z inną.Fakt po rozwodzie,ale ja bym raczej tak nie zrobił..
-Raczej?-spojrzała na jego twarz.Patrzył przed siebie.
-Nie mogę obiecać tego,czego nie jestem pewny,ale przynajmniej bym się starał i dbał o to by do tego nie dopuścić,byłbym wierny ciągle moje dziewczynie.A przede wszystkim nie pozwoliłbym nigdy na to by odeszła,by mnie zostawiła,dbałbym o nią,tak jakbym potrafił...-nastała cisza.Trochę niezręczna,ale nieprzeszkadzająca zbytnio.Chłopak był jakiś inny.Wyjątkowy.Ale to były jak na razie tylko pozory.
-Jesteś inny.-powiedziała w końcu,nawet nie wiedząc czemu,po co i dlaczego?Nigdy nie wypowiadała tak oficjalnie swoich myśli na głos.
-Co masz na myśli?
-Nie zdradziłbyś swojej dziewczyny,jeśli to ma być prawda,to zrobiłeś na mnie tą banalna gadką wrażenie.-uśmiechnęła się do Niego.
-Nie mam dziewczyny,miałem dość dawno.Nie toleruje osób które bawią się czyimiś uczuciami,którym zależy tylko na jedynym i tym samym.-zrobił na chwile pauzę spoglądając jej w oczy-Wszystkie dziewczyny które spotykam są wredne,chamskie,i coraz częściej bawiące się mną,czy moimi uczuciami,pragną tylko ciała,a nie duszy,mojego wnętrza,usposobienia.Psyhicznie czuję,że odstaję od reszty świata.To męczące,smutne że ludzie teraz tacy są.-spuścił wzrok.Tak.Czyli że to nie było dziwne wrażenie.Samy się nie myliła.Był inny i wyjątkowy.
-Chciałabym być taka jak ty.Może trochę chociaż..Ale moje życie mi na to nie pozwala.Wiesz jak miałam jakieś 14,15 lat zginęła mi matka.Zaczęłam nie nawiedzić świat;ludzi,nigdy nie znalazłam tej osoby która ją wtedy potrąciła.Nie rozumiałam wtedy dlaczego tak się stało.Pamiątką po tym wszystkim stał się mój charakter,którego w żaden sposób już nie mogę cofnąć i Go zmienić.Krótko po tym wszystkim poznałam Ericka.Jest moim..-ściszyła głos,nie wiedząc co powiedzieć.Lubiła Go.Bardzo,nawet za bardzo.Ale nie mogła się do tego przyznać.Przed sobą,przed Nikim,to wszystko było niszczące ją całą.Musiała sobie poradzić.-Bardzo dobrym przyjacielem.Zawsze Nim był.Nie waham się co do Niego,kiedy mam mu coś powiedzieć,zawsze mi pomaga,wspiera..Muszę skończyć z sobą.Jestem taka naiwna na to wszystko,boje się ludzi,życia,mojego losu,przyszłości.Myśli...Przeprowadziłam się tutaj z Erickiem i ojcem.Ale wiesz,jak to jest.Ojciec znalazł sobie nową laskę,zdradza ją,ale ona udaje że o tym nie wie,pff...takie perfidne jest to życie,prawda?Mam tu tylko Ericka i Cassie-moją przyjaciółkę.Nikogo więcej. Nikogo nie znam prawie tutaj,nie licząc osób ze szkoły.Ciebie w niej nie widziałam,może dlatego Cię nie znam...-spojrzała w jego ciemne oczy.-A teraz jeszcze pewna dziewczyna chciała mi Go zabić,znalazł sie w szpitalu w krytycznym stanie,nie wiem już...Nie wiem co w ogóle mam o Nim sądzić.-Patrzył na nią z ciekawością.Z współczuciem.Z pocieszeniem i jednocześnie ze szczęściem.-Przepraszam,rzadko to mówię,ale przepraszam,nie wiem co się ze mną dzieję. Nigdy nie opowiadałam z taką łatwością takich rzeczy,komuś..hm..obcemu.
-Jestem Daniel'em,nie jestem obcy.Nie chciałbym być przynajmniej takim dla Ciebie.-na jego twarzy pojawił się ogromny banan.-A chłopak?Twój chłopak?Nie wspiera Cię jakoś,nie pomaga?
-Ymy?Ja do niego nic nie czuję,nie wiem co to ma znaczyć,oddaliliśmy się z Nim od siebie bardzo daleko,teraz On wyjechał z powrotem do kraju,ja tu zostałam.Takie lov'e na odległość.To chyba nie dla mnie.Lepiej że już wyjechał.Miałam Go dość,jego gadki,jego zachowania...Nie wiem co to w ogóle było..?
-Szczenięce zauroczenie.To taki stan,w który łatwo popadłaś,ale teraz jesteś na bardzo dobrym etapie.Jeśli chcesz z Nim skończyć,to to zrób.Możesz wszystko!
-Jak..?Mam do Niego zadzwonić i powiedzieć:"Słuchaj,to koniec."?
-Chociażby właśnie tak.-kiwnął głową.-Masz,dzwoń.-podał jej komórkę.Wystukała numer telefonu i powiedziała do słuchawki.
-Cześć Kochanie-zaczęła,akcentując mocno na słowo:kochanie.-Wiesz mam dla Ciebie informację...-spojrzała na Daniela,upewniając się czy aby na pewno ma to powiedzieć właśnie teraz i przez telefon.Nigdy nie popierała zerwanie z kimś przes sms czy rozmowe telefoniczną.Ale w tym wypdaku to byłoby nie realne.-Dużo myślałam,a teraz pewna ważna osoba uświadomiła mi że to nie ma sensu.To koniec.Ze wszystkim,ze spotkaniami,z wspólnymi planami,z Nami.To pewne.Nie pisz,nie dzwoń,nie chcę Cię widzieć.Dzięki za wszystko.Żegnaj.-rozłączyła się.Nie była pewna tego co właśnie przed chwilą się stało.
-Jeśli popełniłaś teraz błąd,możesz mnie zabić dosłownie,następnym razem!-powiedział żartobliwie chłopak.
-Dzięki.Nie spodziewałam się że tak łatwo pójdzie.Chociaż Jego mam już z głowy.Skończmy już Jego temat.A jak Jack?-chłopak cicho zagwizdał.Do pokoju wbiegł nieduży piesek.-Heeej!-wzięła Go na ręce.-Jak tam?Podoba Ci się tu,co?Masz szczęście,mając takiego właściciela.
-Właścicieli.-poprawił ją chłopak.Spojrzała na Niego zaskoczona.-Ty też jesteś jego właścicielką,mieszka wprawdzie u mnie,ale jak będziesz chciała,możemy zawsze zrobić na pewien czas wymianę jego domów.Trochę tu pomieszka,trochę u Ciebie...Co ty na to?
-Hm..No może być!
Czas u Daniela,minął zaskakująco szybko.Wyszła od Niego około 20,odprowadził ją do domu.Weszła do pokoju,siadając na chwilę na łóżku.czuła się zmęczona całym dniem,całym tym życiem.Postanowiła wziąć długą ciepłą kąpiel.Zanurzyła się w wodzie.Wanna była wypełniona aż po same brzegi,z wody unosił się bardzo przyjemny zapach olejku różanego.Oparła głowę o brzeg wanny i zamknęła oczy.Chciała się pogłębić w krótkim śnie,w marzeniach,w innym lepszym życiu.Z pokoju dobiegała ją spokojna,cicha muzyka lecąca z radia.Poruszała delikatnie dłońmi po powierzchni wody.Czuła się nieziemsko błogo.Spokojnie.Czuła jak odpływa myślami,gdzieś poza to wszystko,gdzieś w inny lepszy świat.
Obudził ją dźwięk dzwonka z telefonu.Zerwała się przestraszona.Jakim cudem udało jej się zasnąć?Po jej ciele przeleciały dość przyjemne ciarki,z zimna.Sięgnęła ręką po telefon,leżący niedaleko.
-Cholera no...!-miała całe mokre ręce.Nie ważne.Odebrała.
_________________
<Rozmowa telefoniczna z Erickiem>
E:Cześć kochana,jak się czujesz?
S:Już lepiej,dziękuję.
E:Wyszłaś tak nagle,to coś poważnego?
S:Nie,nie wiem.To pewnie z przemęczenia.
E:Okey.Co robisz?
S:Mmm zgaduj...
E:Jesz?
S:Chcesz żebym była grubsza,haha?
E:Absolutnie wystarczasz mi taka jaka jesteś.
S:No może Ci uwierzę,ale MOŻE...
E:Hmm no to może oglądasz TV?
S:Noooł.
E:W jakiś sposób się relaksujesz.Mam tylko cichą nadzieję,że nie w ten sposób jaki mam na myśli.
S:Głupi jesteś.Seksu Ci się nagle zachciało.
E:Z Tobą?Zawsze.
S:Chciałbyś?
E:A Ty?
Sierwsza zadałam pytanie.
E:O każdej porze dnia i nocy.Lepiej nocy,ale nie pogardzę...
S:Odbiegasz od tematu idioto...
E:A ty byś chciała?
S:W wannie jestem głupku,tak trudno zgadnąć,co o 21 robię?
E:Żeby Ci tak ten telefon do wody wpadł...Uhh.
S:Haha no wspaniały jesteś.
Erzepraszam,taki joke.
S:Słyszę że humorek dopisuję..
E:Jak zawsze oczywiście kochanie.Nudzi mi się po prostu tylko.
S:Yhh no zdążyłam zauważyć.
E:Jutro mnie wypisują,może spotkamy sie gdzieś na mieście?
S:Na mieście?Nie lepiej poza miastem..?
E:Jak wolisz.To co,jutro będe po Ciebie o 15..?
S:Skoro nalegasz..
E:Nie nalegam.
S:Sarkazm debilu,sarkazm.Muszę kończyć.
Eobranoc,kocham Cię,miłych snów.



Yo, yo, yo !
Nareszcie udało się dodać ten rozdział ! >.<
Pinger miał awarię i większe wpisy,takie jak ten,nie chciały się dodać. *Przepraszam !*
Akcja potoczyła się hmm dość dziwnie,ta końcówka mi się nie podoba,ale nie zawsze są same plusy...Znajomość nabrała szybszego tępa,ale to będzie miało już wkrótce swoje efekty. A co do Ymy'ego,myślę że się ucieszycie,że pożegnaliśmy się z Nim na zawsze ! (Przynajmniej tak sądzę !)
A więc poddaję Go do Waszej opinii
  • awatar ..Inna Niż Wszyscy..: Weszłam tutaj przypadkowo i nie żałuję ; ) Rozdział naprawdę mi się podoba ; 3 Niedługo przeczytam poprzednie ^^ Zapraszam do siebie, ja też pisze opowiadanie xd
  • awatar rozjebana97: szkoda mi trochę Ymy'ego... wydawał się fajny..., no ale Daniel jest niebo lepszy! Mam nadzieje, że to z nim będzie Samy :) Chociaż Eric też nie wydaje się zły ;D
  • awatar Little stars♥: Wow, to jest *MEGA!!!* Przepraszam za nieobecności, teraz będę czytać regularnie, wspaniale piszesz. Zazdroszczę talentu! :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (13) ›
 

 
Cześć kochani,mam drobną *Uwagę* !
Muszę Was przeprosić,ale pinger nie chce dodać mojego długiego wpisu z kolejnym rozdziałem opowiadania. Łażąc po innych blogach,zauważyłam że nie tylko ja mam ten problem. Więc nastawcie się w cierpliwość i jak tylko wszystko powróci do normy,od razu dodam !
Przepraszam i pozdrawiam.
 

 
10.-Co ty tu robisz?-przed nią stał nie kto inny jak Daniel.Zbieg okoliczności,przypadek,czy jakieś idiotyczne nikomu nie znane przeznaczenie?
-Ja..Ja jestem w odwiedzinach u przyjaciela.-powiedziała,wyrwana z myślenia.-A ty?-spojrzała na niego pytającym wzrokiem.
-Marsh miał wypadek na motocyklu.-zrobił skwaszoną minę.-Minimum 2 miesiące leżenia w szpitalu..
-Aż tak?-pokiwał głową.
-A ten Twój przyjaciel,to..jakieś poważne sprawy czy coś?-spojrzała w podłogę.-Jeśli moge wiedzieć oczywiście...
-Ryzyko śmierci...
-Przykro mi.Ale przekaż mu dużo zdrowia.-uśmiechnął się pocieszająco.-A tak w sumie,to wiszę Ci przysługę.
-Raczej nie skorzystam.
-Gdybyś chciała do mnie wpaść..
-Nie ma takiej opcji.-przerwała mu.
-..lub do Jack'a,było by miło.-spojrzał na nią w nadziei.Spojrzała w jego czarne oczy.Nie znała Go,przecież.Wiedziała tyle co nic o nim samym.Ale Jego oczy były tak piękne,że nie potrafiłaby nawet chyba odmówić.
-Może kiedyś.-lekko się uśmiechnęła.-Muszę iść.-odwróciła się.Poczuła jego dłoń na swojej ręce.Nie odwróciła się,idąc dalej przed siebie.
Weszła znów na sale gdzie był Erick i Cassie.Usiadła obok dziewczyny na podłodze,opierając głowę o jej ramię.
-Gdzie masz kawę?-no tak.całkiem o niej zapomniała.Wszystko przez Daniela.Czuła się jakgdyby On ją śledził.Głupie,nierealne,ale takie miała wrażenie.Nie znali sie,a ciągle gdzieś go spotykała.Może czas by było w końcu jakoś Go poznać?Nie,to nie miałoby najmniejszego sensu.Wzruszyła ramionami,Cassie spojrzała na nią uważnie.-Coś się stało?-Dużo się stało.Ale przecież jej tego nie powie.Czuła się źle,gorzej...
-Jest okey.-uśmiechnęła się z przymusu.Co jak co ale kłamać umiała świetnie.Nie robiła tego często,prawie wcale,ale w sytuacjach takich jak ta nie miała wyjścia.
Na sale wszedł lekarz i dwie pielęgniarki.Chwile dyskutowali o czymś między sobą,po czym spojrzeli na dziewczyny.
-Chłopak wybudzi się jutro,jeśli wszystko pójdzie dobrze.Teraz przepraszam Was bardzo,ale musicie wyjść.-Wstały,biorąc swoje torby i wychodząc z sali.Przemierzyły szpitalne korytarze,by dojść do wyjścia w milczeniu.Dopiero gdy były na zewnątrz,Samy poczuła się trochę bardziej "swojo".
-Nie dam rady jutro przyjść,wyjeżdżam,muszę się spakować i wyjechać parę godzin wcześniej.Pozdrów go i przeproś ode mnie,ok?-spojrzała na nią Cassie.Samy kiwnęła potwierdzająco głową.
*2 dni później*
Był ładny słoneczny dzień,dziewczyna szła uliczką w króciutkich szortach i luźnej bluzce.Była szczęśliwa,że w końcu będzie mogła pogadać z Erickiem.Cassie wyjechała na wakacje,Ymy niedługo wyjeżdża,w sumie to na szczęście. Miała Go już dość. Ciągle ją denerwował,nie mogli się dogadać,jak to wszystko sie potoczy z Nim? Trudno powiedzieć,ale uczucie do Niego było jakąś pomyłką kompletną ! Trzeba będzie znaleźć trochę czasu,by mu powiedzieć o tym że to koniec,ma go już serdecznie kurde dosyć ! Tej jego gadki,że Go nie kocha,że o co jej znowu chodzi,że Go denerwuje. Na cholere jej taki chłopak?!
Weszła do sali,gdzie był Erick.Spojrzał na nią promiennie.Szybko podbiegła i rzuciła mu się na szyję.
-Tak się bałam!-Czuła jak po jej policzku spływają miliony łez-Nigdy więcej tego nie rób,proszę Cię,nie rób mi tego,obiecaj!-Mocno Go przytuliła,ocierając łzy.Odsunęła się i spojrzała w jego oczy.Chłopak zaczął się śmiać.-Co?
-Jesteś piękna w takim makijażu...-spojrzał na nią z uśmiechem.Dziewczyna zaczęła wycierać natychmiast twarz.Była szczęśliwa.Odzyskała przyjaciela.Było tak blisko,by Go stracić...!
-Idiota.-prychnęła.
-A Cassie gdzie?
-Wyjechała wczoraj na Wyspy Kanaryjskie na 3 tygodnie.
-To wspaniale,a Ty gdzieś jedziesz?
-Nie,nie mam ochoty jak na razie.Zresztą,muszę się teraz zająć Tobą.-uśmiechnęła się.
-Sam sobie doskonale poradzę,podobno jutro już mogę się wypisywać.
-Nie pamiętasz niczego co Ci mówiłyśmy jak byłeś w śpiączce?-spojrzała na niego z ukosa.
-Pamiętam.-kiwnął głową.Dziewczyna szybko spojrzała na jego twarz.A jeśli pamięta teraz to co mu wtedy gadała?Te głupoty?A co z Jego słowami?Co z tą miłością?Co z tym wszystkim?
-Muszę iść.-wstała szybko.
-Dlaczego,coś się stało?-spojrzał na nią zdziwionym wzrokiem.
-Przepraszam,źle sie czuję..-pocałowała Go w policzek i wyszła.-I choć nie płacze przy Tobie,czuję że Cię coraz mocniej kocham..-wyszła mówiąc do siebie.Po jej policzkach spływały łzy.Tym razem łzy żalu,smutku,roztargnienia.Co miała myśleć o tym wszystkim?O nim?Może nie powinna wcale myśleć na ten temat?W końcu czas chyba pokaże..?A co jeśli nie?
-Boże Samy,co się stało?!-wpadła na już dobrze znaną jej osobę.Podniosła głowę,spoglądając Danielowi w oczy.Próbowała powstrzymać łzy,ale nie mogła,nie potrafiła.Bo jak to jest jak się wali życie?Wali się świat?Jest h*jowo ale stabilnie,za przeproszeniem.Dupa.Tak po prostu.Chłopak mocno ją przytulił.Poczuła jego bliskość i ciepło.Nie chciała by ja teraz zostawiał,pomimo że nie miała pojęcia jaki naprawdę jest,czy ma dobre czy złe zamiary wobec niej.?Stali razem po środku korytarza szpitalnego,nie zwracając uwagi na nic.Dobrze,źle?Jak teraz było?Obojętnie.Chyba tak.
-Chcesz?-spojrzał na nią.Oboje dobrze wiedzieli o co chodzi.Kiwnęła głową.Jej ręce drżały,czuła zimny powiew wiatru na mokrych policzkach.


Cześć pyśki
Muszę Wam przyznać że w ostatnich kilku dniach spotkałam pare osób,które mnie mega doładowały jakąś energią,chęcią do życia.A jeszcze potem jak weszłam tu i zobaczyłam te wasze komentarze...*zakochałam się,tak wiele dla mnie znaczycie* Dziękuję !
*nowy wpis:http://panttera.pinger.pl/*
  • awatar AlwaysArianaGrande: Świetny :) Czekam na dalszy ciąg wydarzeń :D
  • awatar Fuck you, bejb.: Tak, jak zwykle świetnie. jedyne co po raz KOLEJNY mi się nie podoba to te wyrazy w opo typu : Kurde itd. Reszta bardzo pozytywnie <3 muah.
  • awatar No cry...: Świetne, bardzo ciekawi mnie o co chodzi z tym Danielem. Mam nadzieje, że niedługo to wszytko się wyjaśni. Powodzenia w pisaniu ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (10) ›
 

 
9.Siedziała na parapecie,oparta plecami o ścianę.W ręce trzymała książkę Christie.Od dłuższego czasu nie miała okazji chwile posiedzieć spokojnie.To wszystko ją w ostatnich dniach przerosło.Siedziała zagłębiona w te cudowne literki.Jej świat,od którego nie można było jej odciągnąć,w gorszym wypadku nawet nie za bardzo było bezpieczne,przerywanie jej tej przyjemności.
-Samy!-do pokoju wpadł Dave-Gdzie jest mój żel?!
-Czytam...-odpowiedziała spokojnie nie odrywając oczu znad książki.
-Jak to nie wiesz!? Zaraz...Co ty powiedziałaś..?-chwilę stał wpatrzony w siostrę nie wiedząc co się dzieje.
-Czytam.
-Co Ci jest?Zawsze się na mnie wydzierasz,że tak wpadam do Twojego pokoju,tym bardziej jak wtedy czytasz książkę...A teraz?-Spojrzał na nią.-Co brałaś?-Samy podniosła wzrok znad książki.Co On gadał?
-Sugerujesz coś?-zapytała równie spokojnie.
-To taki joke,tak?Fajnie,nabrałem się..-zrobił smutną minę,udając złego.Dziewczyna spojrzała na niego niepewnym wzrokiem.-Nie.No nie.Nie ma innej opcji.Błagam Cię Samy co ćpałaś..?-spojrzał na nią poważnie.
-Nic nie ćpałam.O co Ci chodzi?
-Cholera no mów!
-Dave,spokojnie...-mówiła łagodnie-Masz jakiś problem?Powiedz,może Go rozwiążemy..?
-Weź ty się ogarnij, w ogóle co ty mówisz?Jakimi słowami?Przeklinałaś chociaż dzisiaj?Piłaś?Albo brałaś?Mów prawdę.
-Mówię.-wzruszyła ramionami.
-K**wa nie mogę przy Tobie,nie mogę!-wyszedł trzaskając drzwiami.Oparła się o ścianę,patrząc nadal na drzwi w których przed chwilą zniknął brat.-Nie..-powiedział wracając do środka-Ja nie mogę Ciebie zostawić samej w takim stanie.To ta psycholog Cię tak nauczyła?Dobrą minę do złej gry?O co chodzi?Możesz mi powiedzieć,skąd ta euforia szczęścia, w postaci spokoju...?
-Dave,bardzo bym Ci chciała pomóc,ale nie wiem o czym ty mówisz...
-Zaczekaj tu,ja zaraz wrócę.-wyszedł z pokoju zamykając za sobą drzwi.Zszedł do kuchni,otwierając szafkę z tabletkami,lekarstwami i innymi butelkami.Nic.Pusto.Zajrzał do zlewu,do toalety,do pokoi..Nic.Oparł się na chwilę o ścianę,myśląc chwile po czym szybkim krokiem podszedł do szafki w której znajdował się kosz na śmieci.-Mam Cię!-powiedział wyjmując ze środka niewielką buteleczkę z syropem uspokajającym.-No tak...-Obejrzał dokładnie butelkę i wyrzucił z powrotem do kosza,kierując się schodami w górę,do pokoju siostry.-Dobra już jestem.Wiesz,może masz ochotę,lepiej Ci to zrobi nawet-prześpij się do rana.Hę?-powiedział spokojnie zabierając jej książkę i odkrywając pościel by mogła się przykryć...
...
-Wyjeżdżam.-w drzwiach stanęła Cassie,wyraźnie rozpromieniona.
-Ah,bosko,gdzie?-rzuciła jej się na szyję Samy.
-Na Wyspy Karaibskie.Ojciec dostał urlop,wylatujemy pojutrze..!
-No to zajebiście mała! W końcu poznasz jakichś fajnych boy'ów!-uśmiechnęła się porozumiewawczo Samy.
-Haha,na pewno..-odpowiedziała ironicznie.-Wracamy za niecałe 3 tygodnie.
-A tam,jeszcze nie wyleciałaś, już o powrocie...
-Ale mam niespodziankę!-dziewczyna spojrzała na nia pytająco.-Lecisz ze mną!
-Cassie ja..Ne mogę.-powiedziała.
-Pierdu pierdu,dupa dupa.Bo?
-Musze się zająć Erickiem...Zrozum.-Cassie westchnęła.
-Ale bez Ciebie to nie to samo.-zrobiła smutną minę w dziubek.
-Nie panikuj,masz się dobrze bawić i ja wierze że tak będzie-Samy mocno przytuliła przyjaciółkę,pocieszająco sie uśmiechając.
-Dziękuję,jesteś kochana,nie wiem czy bardziej dla mnie czy dla Ericka,ale dziękuję..!
-Kiedy byłaś w szpitalu u Ericka ostatnio?-zapytała nagle Samy.Cassie chwile myślała,aż w końcu powiedziała:
-Wiesz szczerze Ci powiem,że jakieś 3 dni temu,a o co chodzi?-spojrzała uważnie na przyjaciółkę.
-Ja też jakieś 3 dni temu,lekarze mnie nie chcieli wpuszczać,twierdząc,że nie ma po co.Ehh...żyje wśród idiotów.-obie zaczęły sie śmiać.
-Możemy pójść teraz jak masz ochotę...?-zaproponowała Cassie.
***
Pół godziny później obie były już przed szpitalnym budynkiem.Samy zamknęła na krótką chwilę oczy.Fakt faktem przychodziła tu z własnej inicjatywy,tylko do Ericka.Nie mogła znieść szpitali. Białe ściany,białe ubrania,biały,biały,wszędzie biały..Ehh.Pomoc jest ważna,ale gdyby tylko mogła już dawno by z stamtąd wywlekła przyjaciela.Weszły do budynku, przechodząc przez duży hol,zaludniony chorymi ludźmi,kierując się do schodów na pierwsze piętro.Szybko wdrapały sie po schodach i już stały przed sala nr.156 .Lekko uchyliły drzwi,zaglądając do środka.Leżał podłączony do tej całej aparatury.Był nadal w śpiączce w operacji.W prawdzie nie dużej,ale operacji.
-Cześć Erick.-powiedziała Samy podchodząc wolno do jego łóżka.Widziała Go po raz pierwszy od momentu kiedy powiedział jej że ją kocha.Kocha?Może bredził?Może ją z kimś pomylił?Może chciał ją pocieszyć w ten sposób?Po co to wszystko...?
-Kochany mój,masz szybko wracać do zdrowia,bo ja wyjeżdżam! -powiedziała Cassie siadając na stołku obok.-Na Wyspy Karaibskie,pojutrze! Masz się zająć Samy! To rozkaz..!-zaczęły się obie śmiać.-Zostawiam Was na pare minut,ide po kawe.Przynieść Ci coś?-spojrzała na przyjaciółkę.
-Nie,dzięki..-uśmiechnęła się odprowadzając dziewczynę wzrokiem za drzwi.Chwile siedziała w milczeniu.Nie wiedziała co mu ma powiedzieć,czy On ją w ogóle słyszy?-Wiesz,lekarze mówią że obudzisz się lada moment,wypiszą Cię w końcu.Wrócisz do domu i...i wszystko mi wytłumaczysz.-zamilkła.Przypominały jej się słowa Ericka,kiedy mówił że ją kocha.-Wiesz,dużo myślałam nad Twoimi słowami,wypowiedzianymi chwilę przed Twoją utratą przytomności.Myślałam po co to mówiłeś?Po co ?Szczerze czy nie?Wiesz muszę Ci coś powiedzieć,ja..-do sali weszła Cassie z kawą w ręce.-Ja..kupiłam Ci twoje ulubione owoce.-ucięła,spoglądając w podłogę.-Chyba jednak pójde po tą kawę...-wstała kierując się do drzwi.Wyszła i oparła się o ścianę plecami,zamykając oczy.Po co mu to mówiła?Po co znowu niszczyła to wszystko?Miała dziwny obojętny stan do życia,ale nie do Ericka.Nie była pewna tego co do niego czuję,potrzebowała kogoś w sumie..obcego?Tak,obcego,żeby móc się wygadać,poradzić,jakoś..przemyśleć w kilka osób.Było by idealnie.
-Samy?-otworzyła szybko oczy.Jej źrenice w mgnieniu oka się powiększyły.Od razu rozpoznała ten głos.Kolejny raz.To nie mógł być przypadek.


I co myślicie ? Mi ten rozdział podoba się tak nie za bardzo,ale ujdzie. Dzięki za te wasze komentarze,bardzo mnie motywują. Zawsze jest około 15. Dzięki. Oby tak dalej.
I wpadajcie na bloga http://panttera.pinger.pl/ ukazał się 1 rozdział.
  • awatar No cry...: Świetne, to opowiadanie jest jak narkotyk-wciąga :)
  • awatar Danbo...: Wspaniałe ;*
  • awatar Kto czyta książki, żyje podwójnie !: *Jesteś cuudowna* <3. *Kocham twoje opowiadania* mm :*. Uspokajają mnie i z łatwością wiele mogę sobie wyobrazić. Jak zawsze stworzyłaś cudeńko i jak zawsze kończysz w najbardziej ciekawym momencie. Ach ty :P. Ale i tak cię uwielbiam ! <33
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

 
No cześć
Macie tu taką nutkę,którą gwałcę już od tygodnia...


Rozdział dedykuję wszystkim którzy to właśnie czytają,jak również przede wszystkim
*Mojej Kini patologicznej kurczę no*

*Dzięki mordki,za te wszystkie motywacje *
________________________________________
8.Czy to jest w ogóle realne że już po raz czwarty widzi tę samą osobę od dwóch dni?Przed nią stał wysoki chłopak.Daniel.
-Cześć Samy.-uśmiechnął się promiennie.Nie odwzajemniła uśmiechu.
-Mógłbyś mi go oddać?-spojrzała na szczeniaka.
-Mogę o coś zapytać?
-To zależy.
-Skąd Go masz?-spojrzała w jego czarne oczy.Nadal trzymał na rękach jej szczeniaka.
-Znalazłam.-powiedziała stanowczo wyciągając dłonie w kierunku psa.Chłopak cofnął sie do tyłu.
-Gdzie?-spojrzała znowu w jego oczy.O co mu chodziło?Przypadek przypadkiem,ale nie miała ochoty wcale na niego się po raz kolejny natykać.
-Co cię to obchodzi?Oddaj mi go.
-Odpowiedz.
-Powiedziałam do cholery oddaj Go.-dziewczyna podniosła ton.
-Odpowiesz,dostaniesz...-Samy czuła jak wszystko w niej się gotuje.Nienawidziła takich chłopaków,z takim charakterem.Jeśli chciał ją poderwać to mu się to nie udało.Trudno.
-Na cmentarzu.-wycedziła przez zęby i podeszła do niego biorąc psa na ręce.Szybkim krokiem oddaliła się od Daniela.Chłopak był nieugięty.
-Kiedy Go znalazłaś?
-Co cię to kur*a obchodzi?!-zatrzymała się spoglądając na jego bladą twarz.W jego oczach widać było mieszane uczucia.
-On należy do mnie...-powiedział w końcu.Kolejny dziwny przypadek tego dnia?Miała w głowie szum,nie wiedziała co robić,nie wiedziała co się właśnie stało.Znowu.Znowu czuła ten ból w klatce piersiowej.Znowu odbierano jej coś co dawało jej tyle szczęścia.Znowu...Patrzyła w oczy Daniela.Jego wzrok przeszywał ją na wylot.Miała wrażenie,że chłopak wie o niej wszystko i zna ją od długiego czasu.Nie mogła pozwolić by znowu jakiś głupi przypadek losu odebrał jej coś ważnego.
-Dlaczego miałabym Ci wierzyć?-oderwała od niego wzrok i znów ruszyła przed siebie.
-Istnieje jakiś powód dla którego miałbym kłamać?
-Ty mi to powiedz.Czy istnieje jakiś sensowny powód dla którego okradasz sklepy?-Szybko ugryzła się w język.Nie powinna była tego mówić.Kolejny błąd.Szybko spojrzała na chłopaka,by upewnić się czy ten słyszał jej słowa.Jego oczy były duże i szerokie.Cały blask gdzieś zniknął,pojawił się..gniew?Odwróciła głowę.Zaczęła biec.Chciała uciec.Przed czym?Przed Danielem?Nie wiedziała nawet po co.Bała się stracić coś co znowu zniszczy jej życie.Poczuła mocny dotyk na ręce.Szarpnięcie.Upadła.Usłyszała kroki.Szum.
Odwróciła głowę.Obok był Daniel.W jej głowie panował mętlik.Nie do ogarnięcia.
-Czemu uciekasz?-spojrzał w jej oczy.Co miała mu powiedzieć?Że przed czym ucieka?Przed życiem?Losem?To wszystko było jakimś nonsensem.
-Zostaw mnie.-usiadła na trawie,poprawiając rozwalonego koka.Wiedziała że chłopak już nie odpuści.Mimo to miała go daleko w dupie.Przyczepił się bezpodstawnie.
-Oh Daniel,widzę że zaliczyłeś kolejną.-usłyszeli głos.Oboje spojrzeli do góry.Jakiś kolejny chłopak 20 paro letni,wysoki,dobrze zbudowany,blondyn,z niebieskimi oczami.Patrzył na nich i szyderczo sie uśmiechał.
-Daruj to sobie Marsh.-uciął szybko Daniel wstając z ziemi.Podał dziewczynie ręke,ale ta nawet nie skorzystała.
-Wy coś jednak nie ten teges...-Marsh podniósł do ust papieros,uważnie ilustrując dziewczynę.Samy rozejrzała się za Jacob'em.
-Idioto,zgubiłeś go!-podeszła do Daniela,patrząc mu prosto w oczy.Marsh zaczął się śmiać.Samy odwróciła się z grobową miną.-Coś w tym śmiesznego?-chłopak odchrząknął i poprawił czarną skórzaną kurtkę.Był nieziemsko piękny.To był fakt.Niebieskie oczy,spoglądające na nią łagodnie,powodowały dreszcze na całym ciele.Szybko się od niego odsunęła,by nie zauważył dreszczy.Przewróciła oczami i ruszyła w kierunku stawu gdzie parę minut temu była z Jacob'em.
-Dobra mała nie panikuj...!-usłyszała za sobą głos Marsh'a. Skąd Go mogła znać?Wysoki,dobrze zbudowany,blondyn,niebieskooki,w czarnej skórzanej kurtce,zadziorny...Tak!Skórzana kurtka i zadziorny charakter.Był jednym z chłopaków z bandy Daniela,wtedy gdy ich spotkała w parku przed wczoraj.Co za pech.A może niekoniecznie..?
Jacob siedział pod drzewem,uważnie obserwując przechodniów.Samy spojrzała na niego z uśmiechem.
-Jacob..!-powiedziała kucając przed nim.Mały pies szybkim ruchem zerwał sie z miejsca i galopując przez wysoką trawkę podbiegł do dziewczyny.
-Jest piękny,ale ja piękniejszy. Nie uważasz?-Chryste,znowu On?To jest zrządzenie losu!
-Skromny jesteś bardzo...-powiedziała wstając z psem na rekach.
-On jest poważnie mój.Wabi się Jack.A tu-wskazał na jego brzuch-ma śliczną brązową plamkę,a tutaj bliznę po kocie sąsiadów...-wskazał na ucho.Rzeczywiście,blizna była.Ale czy to był wystarczający powód by mu wierzyć?Co miała teraz zrobić?Oddać psa?I tak po prostu odwrócić się i pójść w swoją stronę?Czy nie odpowiedzieć i...-Zależy mi na nim.Ale jeśli zdążyłaś sie do niego przyzwyczaić,to...
-Możesz Go zabrać.-powiedziała z trudem,przerywając mu w zdaniu.Dlaczego to zrobiła?Chciała się po prostu pozbyć jak najszybciej tego problemu,bólu i żalu...Oddała chłopakowi na ręce psa i złożyła delikatny pocałunek na pyszczku Jack'a.-Będę tęsknić mały.-uśmiechnęła się i odwróciła za siebie.Czuła się jak mała dziewczynka,której ktoś właśnie zabrał lizaka.Głupie.


____________________________________________
I jak ? ;>
*Jutro rozdział pierwszy na http://panttera.pinger.pl/ wpadajcie *
  • awatar No cry...: Świetne, no genialne. Bardzo fajnie piszesz :)
  • awatar Danbo...: Koffam to.
  • awatar Modnisie13: Interesujesz się modą ? Właź na ten blog i komentuj :modnisie13.pinger.pl/ Odwdzięczę się .
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (18) ›
 

 
Cześć kochani.
Zmieniłam nazwę z "Die † " na "Expirion † ". Nazwa jest wymyślona przeze mnie,więc nic nie znaczy.Taki tytuł nosiła pierwsza część opowiadania o Samy i Ericku.
Avek też zmieniłam + tło...
Myślę że się spodoba.Co do nazwy myślę,że raczej powinniście się przyzwyczaić,a avek i tło pewnie jeszcze 1000 razy zmienię. <pff>
Wpadajcie też na mój drugi blog: *http://panttera.pinger.pl/*
*Jutro dodam rozdział 8*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›